Mieszkać z teściami/rodzicami (po ślubie).


Oglądasz archiwalną wersję wątku "Mieszkać z teściami/rodzicami (po ślubie)." z forum www.forum.wesele-lodz.pl/



Strona 1 z 21, 2


Asiek - Sro Wrz 22, 2004 4:10 pm

Do mężatek mieszkających z teściami/rodzicami.
Jak to jest?
Plusy, minusy takiego układu.
Zapraszam do dzielenia się doświadczeniami.

P.S. Można też się pożalić.

Kiwax - Sro Wrz 22, 2004 4:45 pm

Buuuuuuuuuuuuuuuuuu, napisałam cały elaborat i w międzyczasie mnie wylogowało i wszystko mi wcięło bo oczywiście nie zrobiłam profilaktycznie Ctr+C

Ale jestem zła. Chwilowo nic nie napiszę w tym wątku
Asiek - Sro Wrz 22, 2004 5:00 pm

Ale jestem zła. Chwilowo nic nie napiszę w tym wątku


Kiwax, jestem rozczarowana Twoją postawą.
Czekam na Twój dłuuugi pościk.
Kasia21 - Sro Wrz 22, 2004 8:01 pm

My narazie mieszkamy z teściową, bo remontujemy mieszkanko. Ja nie mam z nia, żadnych scysji. Jest swietna...jak narazie. Nie wtrąca się. Nie mówi jak to niektóre "bo mój syn to jest doby tylko źle trafił" Jak synuś zrobi coś źle to też się na nim przejedzie, nieraz mnie poprze..... I wyręcza mnie nieraz w tym czego nienawidzę-prasowaniu
Dzisiaj np. malowałysmy okna i "kłóciłyśmy" sie kto ma to robic. Ona chciała, żebym ja usiadła i posiedziała, bo wróciłam z kursu, a ona bedzie robić. Tak, tak na tydzień przed szpitalem to dla niej najlepsze zajęcie. Oczywiście kto malował? Oczywiście ja Na chwilę obena nie moge powiedzieć o niej złego zdania.

just_Kate - Nie Wrz 26, 2004 2:30 pm

My co prawda mieszkamy sami, i nie potrafimy sobie wyobrazić, żeby mogło być inaczej, tzn. kochamy oczywiście swoich rodziców , ale zdajemy sobie sprawę z tego, że mieszkać z nimi byłoby trudno.
Wiem, że moi rodzice chcieliby mieszkać najlepiej z dwoma, ale chociaż z jedną córką, w domku jednorodzinnym, gdzie jedno piętro byłoby dla nas, i ja może nawet bym się skusiła, ale wiem, że dla P. byłoby to nie do przebrnięcia. On lubi przestrzeń, spokój, nie lubi sumitować się tym, że ktoś jest obok, za ścianą. W sumie, rozumiem go...
Olcia.W - Wto Wrz 28, 2004 10:30 pm

A my wiemy, że od dziś nie będziemy mieszkać na razie z żadnymi rodzicami, bo kupiliśmy mieszkanko. Rodziców mamy wspaniałych i zrozumieli, że młode małżeństwo potrzebuje swobody w docieraniu się( co prawda jeszcze nie jesteśmy małżeństwem, ale już niedługo )

Wiemy też, że za kilka, kilkanaście lat zamieszamy w razie potrzeby z rodzicami mojego (jeszcze) narzeczonego, ponieważ w razie choroby lub problemów któregokolwiek z rodziców, będziemy im pomagać, ponieważ mieszkają w duzym domu jednorodzinnym. A nasze mieszkanko odziedziczą dzieci
olenka - Sro Wrz 29, 2004 1:08 pm

Olecia Gratulacje!!!

ja sobienie wyobrazam mieszkac z Rodzicami moimi lub Łosia. na szczescie mieszkamy sami. Nie wyobrazam sobie ze mogłabym czuc sie swobodnie. Nie mogłabym chodzic cały dzien w piżamce (czasmi tak mam) a juz produkcji małych Łosiów nie wyobrazam sobie:)
To takie przyziemne ale.... jakby trzeba było to trudno ale na szczescie nie trzeba:)
edmunda - Sro Wrz 29, 2004 2:40 pm

a ja sobie ponarzekam:)
raczej krótko bo jak się rozpisałam to mi wątek zniknął...
mieszkamy z mama Adaśka. sa plusy i minusy. plusow można się domyślec bo mama jest na rencie i nie pracuje. minusy w skrócie:
- ma awersję do sprzątania. nie robi nic nie poproszona o pomoc. zawsze tak było więc przez x lat mieli gosposie. teraz nas na to nie stać.
- jest zajęcia domowe to głównie malowanie się, ubieranie, czesanie i takie tam. całe dnie spędza na ploteczkach i kawkach z sąsiadkami. poten gotuję zupe w 5 minut.
- rachunki płacimy my, zakupy robimy my. jej kasa na jej potrzeby. ona kupuje glównie pieczywo. zawsze po zakupach jest gadanie, że domestos jest za drogi bo taki sam jest w liderszajsie za pół ceny. moim zdaniem nie taki sam ale siedze cicho,
- nie dajemy jej kasy do reki, bo jak dostanie np. 10 zł na drobne zakupy to kupi chleb i staniczek badziewnie za 5 zł (5 w danym miesiacu). Adaś to zaproponował bo zna mamuśkę:)
reasumując:
1. sprzatam sama bo przynajmniej mam pewność, że jest posprzatane a nie tylko omiecione,
2. siedze cicho i tylko słucham - kazdy ma prawo robić takie zakupy jakie lubi. więc kupuje co mi się podoba a nie co jej (to apropos liderszajsa:))
3. mamy impas bo nie mamy możliwości wyprowadzenia się. mieszkamy w domu a mama zostawiona sama nie da sobie rady.
pozstaje się tylko tolerowac i liczyć że się ma anielską cierpliwość.

ps. moja mama jest taką "prawdziwą mamą" z gotowaniem, prasowaniem, obiadkami i chyba taki wzór przekazała nam do nasladowania. i z sąsiadkami nie przesiaduje bo mówi, że nie czasu ciskac pierdół:)
Kati - Sro Wrz 29, 2004 7:52 pm

Ja mam na to określenie - PASO?YTNICTWO
marchefka - Sro Wrz 29, 2004 8:09 pm

Troche sie wkurzylam: napisalam dlugiego maila, po czym okazalo sie, ze sytem mnie automatycznie wylogowal!!!
Zla jestem! Tyle madrych rzeczy przepadlo !
jak troche ochlone, to napisze jeszcze raz, tylko tym razem chyba w czesciach
marchefka
Kasia21 - Sro Wrz 29, 2004 8:52 pm

edmunda współczuję
Magdzia - Czw Wrz 30, 2004 12:14 am

Ja mam na to określenie - PASO?YTNICTWO



Ja bym tak tego nie okreslala, mama to zawsze mama, jaka by niebyla (wykluczajac ekstremalne sytuacje) i zawsze nalezy jej sie szacunek.
scorpionka - Czw Wrz 30, 2004 9:10 am

My mieszkami sami, ale my juz danwo mieskzalismy sami. A ja to juz wogole baardzo dlugo mieszkam bez rodzicow.
Ale zbliza sie perspektywa, ze trzeba bedzie sie zaopiekowac tesciowa z powodu jej choroby.
Mysle, ze jeszcze nie w tym i nie w przyszlym roku, bo najpierw trzeba mase spraw zalatwic i chcielibysmy kupic wieksze mieszkanie, ale ten czas sie zbliza.
Nie wiem jak to bedzie.
Zwlaszcza, ze u ans w domu nie je sie miesa, a ona jest osoba starej daty jesli idzie o sposob zywienia.
Jednak bedzie musiala sie do ans dostosowac, gdyz to ona ebdzie u ans a nie my u niej.
Martwi mnie jednak najbardziej to, ze moze miec ona zgubny wplyw na dziecko, ktore planujemy.
marchefka - Czw Wrz 30, 2004 10:04 am

Scorpionko, a nie bierzesz pod uwage mozliwosci, zeby dla was nadal przygotowywac potrawy bezmiesne, a dla tesciowej jednak robic jakies mieso? Dla niewegetarianina jedzenie samych warzyw to skazywanie go na ciagly glod (przynajmniej ja to tak czulam)... Nie wiem, czy to wplynie na poprawe atmosfery w waszym domu...
W kazdym razie trzymam kciuki, ze jakos uda sie wam przezyc.
marchefka
Magdzia - Czw Wrz 30, 2004 11:09 am

Zwlaszcza, ze u ans w domu nie je sie miesa, a ona jest osoba starej daty jesli idzie o sposob zywienia.
Jednak bedzie musiala sie do ans dostosowac, gdyz to ona ebdzie u ans a nie my u niej.
Martwi mnie jednak najbardziej to, ze moze miec ona zgubny wplyw na dziecko, ktore planujemy.



Boze, jak czytam tego typu teksty to opadaja mi rece. Czy wy ludzie nie macie wogole szcunku dla starszych Scorpionko, nie pomyslalas, ze to mama twojego meza Przeciez tez kiedys bedziesz stara, moze chora, moze potrzebujaca pomocy, i co wtedy
marchefka - Czw Wrz 30, 2004 11:18 am

Scorpionko, na czym moze polegac "zgubny wplyw" c=horej tesciowej na dziecko, ktore planujecie? Bo kombinuje, kombinuje i jakos nie udalo mi sie tego wykombinowac. mam nadzieje, ze nie jest to pytanie zbyt daleko ingerujace w twoja prywatnosc.
marchefka
just_Kate - Czw Wrz 30, 2004 5:03 pm


a juz produkcji małych Łosiów nie wyobrazam sobie:)
To takie przyziemne ale.... jakby trzeba było to trudno ale na szczescie nie trzeba:)



Tu się nie mogę nie zgodzić z tobą

I do Scorpionki - też myślę, że nie powinniście mamy zmuszać do swoich zasad żywieniowych, także ze względu na wiek - to, co młody jeszcze 'przełknie', starszy nie jest w stanie zaakceptować.

Poza tym w 100% popieram Magdzię - przede wszystkim szacunek dla ludzi starszych! (aż się we mnie gotuje jak czasem słyszę, co młodzi opowiadają o dziadkach czy nawet rodzicach).
Kati - Czw Wrz 30, 2004 5:53 pm

Chyba niedoczytałaś Magdziu calości posta - ja odpisałam na fragment o podziale obowiązków i finansach. Zresztą nie musisz się zgadzać ze mną ani ja z tobą
edmunda - Pią Paź 01, 2004 12:59 pm

ja się zgodzę z Kati:) pasożytnictwo to uproszczone określenie na postępowanie mojej teściowej:) i wcale nie wyklucza braku szacunku. moja teściowa ma 52 lat i "ludź starszy" to ona nie jest:) biorąc pod uwagę nie tylko wiek ale przede wszystkim sposób na życie.
a wracając do mojego posta to mysle, że moje problemy wynikają z tego, że to ja weszłam do ich domu. i niestety nie specjalnie czuję, abym miała prawo do ustalania jakiś zasad czy reguł współżycia. i dlatego wole siedzieć cicho niż być obtancowana jako ta zła synowa na kolejnym spędzie sąsiadek
pipi - Wto Paź 12, 2004 1:17 pm

Ja tylko chciałam dodać taką refleksję, że w naszych czasach mieszkanie z rodzicami może mieć zgubny wpływ na "wychowanie" własnego męża.
Jak jest więcej kobiet w domu to panowie mniej chętnie garną się do tzw. "babskich prac", a później ciężko jest ich z powrotem przyzwyczaić.
Akacja - Sro Paź 20, 2004 1:04 am

mam duzo szczescia bo nie dotyczy mnie ten watek, chodz jak by nie bylo inaczej dalo by rade mam fajnych tesciów, tak tak wiem dopoki sie z nimi nie zamieszka.
Zycze cierpliwosci
suhotnikowa - Sro Paź 20, 2004 8:11 pm

Do naszego ślubu jeszcze ok.9 miesięcy, ale już teraz ostro dyskutujemy nad tym, gdzie zamieszkamy po ślubie
W grę wchodzą tylko (albo aż) trzy opcje-albo z Moim Rodzicami, albo z Mamą K., albo weźmiemy kredyt na mieszkanie i od razu na swoje. Zdecydowanie odrzuciliśmy możliwość wynajmowania mieszkania, gdyż to co płacilibyśmy komuś, to rata w banku,a jesteśmy już "na swoim".
Coraz bardziej skłaniamy się ku opcji 1-2 lat zamieszkać z Rodzicami, troszku zaoszczędzić, i potem iść na swoje. I tu jest lekki problem, gdyż mój K. jakoś nie widzi się mieszkającego z Moimi Rodzicami,zwłaszcza z Mamą Mamcia jest cudowna,ale ma "swoje zagrania", które nawet i mnie doprowadzają do pasji Ja u K. czułabym się dobrze, swobodnie, Moja Teściowa jest naprawdę wspaniałą kobieta, ale po naszej przeprowadzce, zrobiłoby sie tam troszku ciasno Sama nie wiem
Wiem, ze najlepiej byłoby gdybysmy poszli od razu na swoje, ale chyba trzeba będzie uzbroić sie w cierpliwość i jakoś wytrzymać ten roczek czy dwa :smut:
Na szczęście na dzień dzisiejszy ani Moi Rodzice, ani Teściowa nie wymagają naszej opieki.

Kasia21 - Czw Paź 21, 2004 1:17 pm

A ja zmieniłam zdanie na temat mieszkania z teściami. Wprawdzie mieszkanie jest w połowie mojego męża a w połowie szwagra to jednak wole iśc na swoje. Zamierzam przyspieszyc remoncik i spadac stąd jak najszybciej. Teściowa czasami mnie dobija. Jest fajna ale nieraz to ma takie zagrania, że nie wiem czy sie śmiać czy płakać. Ostatnio była mała wymiana zdań między mną moją mamą teściową i moim mężem. Cała sprawa rozeszła się o to czy powinniśmy dawać jakieś pieniadze na dom. Moja mam twierdzi, że nie bo skoro mieszkamay z rodzicami i remontujemy to przeciez każdy grosz jest nam potrzebny. Moja mama cały czas wspomina, że ona też mieszkała z teściową (też to pamietam) i oni nic nie dawali bo całe pieniadze przeznaczali na budowę domu. Co myślicie. Powinno się dokładać czy nie?
Teściowa niestety jeśli chodzi o kasę to.... a szkoda gadać. Dostaje od nas 500 zł, bo tyle na poczatku chciała. Ale cały czas przychodzi i tylko gada P. dołuż do telefonu, P. dołuz do Neostrady, P. zapłac za światło. Rany!!! Po to wyliczyła sobie, że chce tyle od nas kasy, żeby nie chodzic i nie żrzędzić.
Kolejna osoba która doprowadza mnie do szału jest szwagier! Na poczatku było O.K. ale teraz zaczął przekraczac pewna granicę, którą ja sobię bardzo cenię - prywatność. Np. potrafi przyjśc i grzebac w szafce gdzie są moje rzeczy podczas gdy ja siedze przy komputerze. Albo przychodzi bierze sobie mój telefon i dzwoni :doublefuck: jak mu zwróce uwagę to jest spokój przez kilka dni.
obiad. On jadł nie będzie, bo mu nie smakuje, tego nie lubi to nie takie. Kiedyś juz ie wytrzymałam i powiedziałam mu że jak niepasi to niech mu jego "i love you" (pisałam o niej kiedyś, to ta co się u nas stołuje) gotuje. Co usłyszałam? Lepiej nie powiem, bo mnie ice jeszcze wywali, ale byłam bliska tego żeby spakować się i wyjść.
Zrobiliśmy z mężem autko. Przeznaczyliśmy na to niezłą sumkę z prezentu ślubnego. Spokojnie za to mogliśmy kupić sobie parę potrzebnych rzeczy do domu. Ale nie. W dododzie rejestracyjnym jak wół jest napisane imie i nazwisko mojego męża. Nie! Szwagier cały czas gada, że to jego samochód.Najbardziej rozśmiesza mnie to, że kiedy ja zaleję za 50 zł i przejade może za 10 i chce nastepnym razem gdzieś jechać to każe mni znowu zalac Cały czas chce żebyśmy cos tam kupowali. Sa to rzeczy zbędne, tylko dla picu. Kiedy powiem ,że nie bo mamy remont i mamy na co wydawać pieniadze zawsze słysze " kup sobie rolki, bo nie będziesz jeździć tym autem" Mój P. jak mu zwróci uwage to tamten idzie do pokoju i trzeaska dzwiami. A teściowa na to Kasia tak nie wolno. Nie wolno? On może mi ubliżać, on może mnie obrażać a ja mam się nie odzywać. A jak któregos dnai mnie uderzy to co mam iśc go przeprosić? Tesciowa go strasznie rozpieszcza.
A mnie ta cała sytuacja uszami wychodzi i chce mi się
Suhotnikowa lepiej weźcie kredyt i d\od razu idzcie na swoje, mieszkanie z kimś, nawet żeby był najsłodszy, nie wyjdzie na dobre żadnemu małżeństwu.
Kiwax - Czw Paź 21, 2004 1:47 pm

Dzisiaj robię drugie podejście do tego tematu. Może tym razem się uda

Otóż moi teściowie są bardzo dobrymi ludźmi. Wychowali 2 wspaniałych synów i chwała im za to. Ale pochodzimy totalnie z 2 róznych światów i na tym polu jest najwięcej starć. Moi teściowie widzą świat zupełnie inaczej niż ja. I chociaż strasznie ich lubię to zaczynam się coraz bardziej męczyć mieszkając w ich domu. Oto kilka przykładów:
Są to ludzie wychowani na wsi, gdzie trzeba o świcie wstać, wydoić krowy potem zrobić obiad, koniecznie wielki i z kopą ziemniaków dla męża, itp itd. W związku z powyższym każdego dnia zrywają się o świcie, nawet w sobotę i w niedzielę, i robią przy tym tyle zamieszania, że trudno się nie obudzić. Obiad koniecznie musi być na godzinę 13-14 (sobota niedziela) bo inaczej to zawali się świat. Ja widzę te kwestie troszeczkę inaczje i jesli zjem obiad wieczorem to przecież nic się nie stanie.
Poza tym drazni mnie sposób gospodarowania, układania garów w suszarce, w szafkach, rodzaj kupowanych produktów spożyczych. Sprzatanie na pokaz, bo ktoś przyjeżdża, zaro poczucia elegancji i tysiące różnych takich drobiazgów. Jak mówiłam pochodzimy z dwóch różnych światów i te róznice czasami przyprawiają mnie o wściekliznę. Na szczęście potrafię się przystosować i dzięki temu układy sa cały czas przyjazne.

Maksymalnie wkurza mnie również to, że nauczyli się że mój mąż jest na każde ich zawołanie. Planują, umawiają, dysponują nim nie konsultując tego zupełnie ze mną. I wynikają takie sytuacje, że np planujemy z Marcinem coś tam ale nic z tego nie wychodzi, bo rodzice zaplanowali coś tam a mój dobrze wychowany mąż nie potrafi rodzicom zupełnie odmówić. Nawet w najprostszych i najbardziej banalnych kwestiach. I na tym polu bardzo często się ścieramy. Bo ja nie mówię, żeby olewał rodziców, ale to od niego zależy czy oni będą potrafili dostrzec w końcu to, że Marcin nie jest już ich małym syneczkiem, ma swoją rodzinę i ta rodzina powinna być u niego na pierwszym planie.

Wkurza mnie też to, że jesteśmy cały czas porównywani do szwagra i szwagierki. Bo oni mająnp takie meble w kuchni od takiego faceta to my powinnismy mieć takie same. A gucio - zamówiliśmy meble w studio mebli (na szczęście u mojej cioci, więc nie zadrze z nas), totalnie w innym stylu. I nie zamierzam się wzorowac na mieszkaniu mojej szwagierki. Nasze mieszkanie będzie urządzone ze smakiem. Będzie miało swoją duszę. A nie będzie tylko pokazówkę comy to nie mamy. I tak jest ze wszystkimi innymi sprawami. Jak słyszę że T i A mają to, a wy to coś tam to mnie krew zalewa! A w dodatku ona chodzi dumna jak paw. A do pięt mi nie dorasta. Uroda i wykształcenie to nie wszystko.

No i wkurza mnie podejście do zwierząt. Dla mnie normalne jest, że pies nie powinien jeść kości kurczaka, sama sucha karma też mu nie wystarczy, nie powinno się tez go kąpać co tydzień, i przynajmniej raz w roku powinno się go odrobaczyć i zaszczepić. Teściowa jak rzucam tego typu hasła patrzy na mnie jak na UFO. O kotach juz nie mówię, bo to oddzielny temat. Wiecie, coś w stylu, że koty powinny łapac myszy i nic więcej. Nie mogą zrozumieć, że kot może np. być szczepiony, odrobaczany, braj jakieś tabletki, jeść kocia smakołyki itp itd.

Więcej nie będę pisać. Nie da się opisać całego życia. Mam tylko nadzieję, że niedługo będziemy już na swoim. I że teściowie mieszkający jakieś 200 m od nas nie będą nam się wtykac w nasze zycie.

Ale tak jak pisałam - to są bardzo dobrzy ludzie. Ale też bardzo prości. Nieważne pochodzenie, to nikomu nie uwłacza ale czasami może przeszkadzać we wspólnym funkcjonowaniu.
Kiwax - Czw Paź 21, 2004 2:02 pm

Kasiu, u nas ta kwestia jest postawiona jasno. Póki mieszkamy z tesciami nie dajemu ani grosza. tak sobie zażyczyła teściowa i nie powiem, że nam to nie pasuje. Oczywiście, jesli coś kupuję do domu to nie wołam za to pieniędzy. Bo uważam, że chociaż tak moge się dołożyć do życia a przecież tam jem, korzystam ze wszystkiego. Za to dawałam kasę moim rodzicom, na zyczenie mojego ojca bo mama by ode mnie złotówki nie wzięła. Na szczęście się wyprowadziłam na swoje i byłam panią samej siebie
pipi - Czw Paź 21, 2004 3:06 pm

Kasia21 z tego co piszesz, to masz teraz w domu jak na wojnie:
- cały czas strategia, kombinowanie, monipulowanie
wrrr
Kasia21 - Czw Paź 21, 2004 3:50 pm

Kiwax ja tez tak chce Moja mama tez uważa, że nie powinniśmy nic dawać. Wkurza mnie to, że chciała 500 dostała 500, a chodzi i gada żeby jeszcze dokładać. Kupcie węgiel, zapłaćcie za telefon za wode za śwatło. A najlepiej by było gdybyśmy dawali jej pieniadze, płacili rachunki i kupowali jedzenie.
Nie moge sie doczekac kiedy się wyprowadzę. Wszystko było fajnie i pieknie, ale teraz niestety. Moja teściowa, jest O.K ale jeśli chodzi o finanse :dno: Moja mam zaproponowała, żebyśmy zamieszkali u niej ale mój P. nie bardzo ma na to ochotę. Twierdzi, że nie będzie umiał sie dogadać z moimi rodzicami. Gadanie. Moja mam jest w domu o 17 a tata o 21 wraca z pracy. Praktycznie minimalny kontakt.
Najlepiej bo mój P. wymyślił, że mamy zrobią małą składkę - każda 250 zł zeby dać tesciowej Podobało mi sie to co moja matula wczoraj powiedział. "Kasiu ja was utrzymam bez żadnych doatcji"
just_Kate - Czw Paź 21, 2004 11:37 pm

Kasiu - nie ważne jak fajnym człowiekiem jest twoja teściowa (jeśli jest ) - wiej stamtąd!!! Bo jak będziecie tam dłużej siedzieć, to nie wyjdzie na dobre wam wszystkim. Pogorszą się wasze kontakty z teściami, a przecież lepiej jest żyć w zgodzie.

Ufff... dziewczyny tak nagadałyście, że ja już nie będę tego mojego biednego męża próbowała przekonywać, żeby z moimi rodzicami zamieszkać. Kocham ich straaasznie, ale zdecydowanie różni nas te parę lat, nawyki, doświadczenie, podejście do życia itd....

Magdzia - Pią Paź 22, 2004 12:15 am

A ja mysle, ze w dokladaniu sie do oplat za mieszkanie (pradu, telefonu, gazu, czynszu) nie ma nic nadzwyczajnego, chyba ze osoba z ktora sie mieszka (wlasciciel mieszkania) wyraznie bedzie przeciwny. Uwazam za naturalne dokladanie, skoro mieszkam i korzystam. Trudno utrzymac jednej czy dwom osobom mieszkanie, w ktorym mieszka kilka osob. Jedzenie tez mozna czasami kupic, a napewno bedzie to mile widziane.
Kati - Pią Paź 22, 2004 10:02 am

A ja mysle, ze w dokladaniu sie do oplat za mieszkanie (pradu, telefonu, gazu, czynszu) nie ma nic nadzwyczajnego, chyba ze osoba z ktora sie mieszka (wlasciciel mieszkania) wyraznie bedzie przeciwny. Uwazam za naturalne dokladanie, skoro mieszkam i korzystam. Trudno utrzymac jednej czy dwom osobom mieszkanie, w ktorym mieszka kilka osob. Jedzenie tez mozna czasami kupic, a napewno bedzie to mile widziane.



Chyba żartujesz...
Skoro bierze od nich 500 zł - to chyba właśnie w tym celu. Jeśli zaś nie to hmmm ja bym trzasnęła drzwiami bo tyle to płaci się za wynajęcie malutkiego mieszkanka w Łodzi. A co do samochodu - schować kluczyki
Agata - Pią Paź 22, 2004 11:38 am

Na szczęście, jak do tej pory, nie musiałam mieszkać z naszymi rodzicami. Jak czytam Wasze posty, to aż mi się włos na głowie jeży
Kocham i jednych i drugich rodziców, ale nie wyobrażam sobie mieszkania z nimi. Wolę w wynajmowanym. Ze spokojem, moimi porządkami. Jestem przewrażliwona na punkcie moich rzeczy i dostawałabym cholery, jeśli ktoś by je brał i odkładał gdzie indziej. Nie ma możliwości mieszkania z rodzicami. Cenie sobie swój święty spokój jak wracam do domciu i nie chcę tego stracić.
Przynajmniej tak mówię na dzień dzisiejszy. Może kiedyś się to zmieni. Nie wiem. Ale dziś nie wyobrażam sobie innego rozwiązania.
A zaciskać zęby i milczeć i być grzeczną można przez miesiąc czy dwa, na dłużej nie straczyłoby mi mojej "grzeczności" chyba
Kasia21 - Pią Paź 22, 2004 12:02 pm

Magdziu najgłupsze jest to, że dajemy tyle ile chciała, a ona jeszcze ma pretensje. Wyliczyła sobie, że takie są nasze koszty, a cały czas ma jakies wąty że do tego i tamtego trzeba dołożyć. W takim razie po co dawac 500 zł jaki i tak mamy dokładać do kazdej opłaty? Ja po prostu tego nie pojmuję :how: Teściowa jest naprawdę świetną osobą, ale ja chyba nie potrafie mieszkac z kimś innym. Jak najszybciej remontuje i zwiewam, bo mnie w kaftanie wywiozą
Kati co do kluczyków to nie jest akie proste jak by sie wydawało. Co z tego, że ja je schowam skoro on sobie szuka czego chce po całym pokoju. Ostatnio nawet otworzył paczkę która do mnie przyszła. To wszystko jest po prostu ponad moje siły. :glupek:
Magdzia - Pią Paź 22, 2004 2:31 pm

Nie zartuje Kati
Moze nie zauwazylas, ale ta wypowiedz nie byla odnosnikiem do zadnej innej, tylko refleksja po przeczytaniu kilku postow roznych osob.
Skoro odnosisz ja do sytuacji Kasi21, to uwazam ze 500 zl w zupelnosci wystarczy i jest wlasnie pokryciem tych rzeczy o ktorych pisalam .
Kiwax - Pią Paź 22, 2004 2:59 pm

A zaciskać zęby i milczeć i być grzeczną można przez miesiąc czy dwa, na dłużej nie straczyłoby mi mojej "grzeczności" chyba



No własnie mnie ta grzecznośc zaczyna się wyczerpywać po trochu....

Ale żeby nie wiem co, pokaże klasę i nie zrobię niczego co mogłoby popsuć nasze układy
Agata - Pią Paź 22, 2004 3:16 pm


Kiwax - Pią Paź 22, 2004 4:47 pm

No na szczęście jesteśmy na etapie stricte wykończeniowym. O mam nadzieję, że jużna ?więta będziemy u siebie. Masz rację, pokłócić to się mogę z kumpelką a za 2 dni przeprosić. I nawet z własną mamą. Ale nie z teściami. Tak więc zaciskam zębiska i do przodu!
Kati - Pią Paź 22, 2004 6:39 pm

Nie zartuje Kati
Moze nie zauwazylas, ale ta wypowiedz nie byla odnosnikiem do zadnej innej, tylko refleksja po przeczytaniu kilku postow roznych osob.
Skoro odnosisz ja do sytuacji Kasi21, to uwazam ze 500 zl w zupelnosci wystarczy i jest wlasnie pokryciem tych rzeczy o ktorych pisalam .



A ja głupia myślałam że cały czas mówimy o tej sytuacji
mama michałłka - Wto Gru 28, 2004 2:16 pm

Ja z męzem odrazu po slubie,zamieszkaliśmy razem,u siebie.Nigdy nie chciałabym mieszkac u teściów,ponieważ znam swoją teściową.Bardzo Ją lubię,ale wiem,że wtracałaby sie w wychowywanie mojego synka.Tak robiła z dziecmi swojej córki,która mieszka z rodzinką u Nich.Ale była rozmowa,przeprowadzona przez jej córkę i jest spokój.Ale widzę,jak rozpieszcza mojego synka(wiem dziadkowie sa po to,żeby rozpieszczać),ale z moim zdaniem się już nie liczy. Dlatego,żadko bywamy u Nich.Natomiast jezeli chodzi o moich rodziców,to już bardziej u nich bym zamieszkała,gdybyśmy nie mieli swojego domku.
Mery5 - Wto Gru 28, 2004 9:30 pm

My z mężem po ślubie 2 miesiace mieszkalismy u teściow. Było bardzo przyjemnie ale brakowało nam swobody. Myślę, że gdyby trwało to dlużej na pewno znaleźlibyśmy z rodzicami powody do klotni. Tym bardziej, że całe studia mieszkaliśmy sami i przyzwyczailiśmy sie, ze nikt nas nie kontroluje i nie wtraca się w nasze sprawy. Ale już od listopada mieszkamy sami i jest suuuper. Ubralismy razem pierwszą choinkę i podzieliliśmy się oplatkiem w naszym wspólnym gniazdku.
mama michałłka - Sro Gru 29, 2004 2:42 pm

Ale już od listopada mieszkamy sami i jest suuuper. Ubralismy razem pierwszą choinkę i podzieliliśmy się oplatkiem w naszym wspólnym gniazdku.



Mery5 gratuluję nowego mieszkanka.Oby Tobie i twojemu mężowi,dobrze się w nim mieszkało.

Pozdrawiam!!!
gosiaczek - Czw Gru 30, 2004 10:51 pm

uojejku! Włos się na głowie jeży... Dobrze, że od początku będziemy mieli własne gniazdko, bez pomieszkiwnia u rodziców. Jedni i drudzy są kochani, ale przyzwyczajenie się do jednego nowego domownika będzie dla nas trudnym doświadczeniem, a co gdyby tych nowych domowników było trzech lub pięciu?
aggna - Sro Lut 09, 2005 8:54 pm

Ja bede mieszkac z tesciami w czerwcu w tym roku sie przeprowadzam do nich (1,5 roku przed slubem) zobacze jak bedzie. Jak bedzie zle to mieszkac bede u siebie ja tez mam wielki dom
tusia_queen - Pią Lut 11, 2005 9:46 pm

My będziemy mieszkać z moim tatą
i tak szczerze mówiąc to bardzo się tego obawiam!!

zarówno jak i P. mamy super kontakt z tatusiem
a nawet wydaje mi się, że P. ma z nim za dobry kontakt
o ile można tak powiedzieć..

oni się po prostu uwielbiają i ja się boję, że oni o mnie zapomną...
joanna_25 - Wto Kwi 19, 2005 4:53 pm

Nie!!!
Tylko nie z teściami.Znam kilka par, które o mało się nie rozpadły po takim pomieszkiwaniu razem.A już chyba najgorzej mieszkać z rodzicami męża(bo teściowa z synową rzadko się dogada,tym bardziej jak będą sobie wchodziły w paradę przy gotowaniu,praniu itp).Poza tym matki przewaznie rozpieszczają swoich synków. ja osobiście chyba zawsze czułabym się nieswojo w mieszkaniu teściów.
Uwazam że najlepiej chociaz skromne ale wlasne mieszkanie.
Ja z moim facetem planujemy zamieszkac sami.Najpierw w jakims starym budownictwie bedziemy wynajmowac,a potem jak się dorobimy to coś lepszego może.
Najważniejszy jest spokój w domu a nie doskonałe warunki mieszkaniowe:)
Gniesia - Sro Kwi 20, 2005 1:00 pm

My narazie mieszkamy z moimi rodzicami. I podejrzewam, że pozostanie tak jeszcze ze 2 lata. Dopiero wtedy jak dobrze wszystko pójdzie będziemy mogli sobie pozwolić na kredyt i "ciasny ale własny kąt".
Co do mieszkania z moimi rodzicami to wiem, że powoli mój P. zaczyna się męczyć a przy tym i ja. W sumie to chodzi tylko o prywatność której nie mamy.
Coraz bardziej zaczynam się obawiać, że nie dotrwamy do tego czasu kiedy pójdziemy na swoje.
joanna_25 - Sro Kwi 20, 2005 8:53 pm

Gniesia
nie martw się,jakoś się ułoży. to jeszcze tylko 2 lata,szybko minie.
Kasiawka - Sro Maj 11, 2005 10:44 am

Mi sie wydaje że nawet z najlepszymi rodzicami jest cięzko razem mieszkać. Bo nowe życie zaczyna dwoje ludzi, dwa różne charaktery, które musza się dotrzec, a tak rodzice zawsze coś tam wtrącają , troszkę bez sensu,a le jak nie ma wyjścia trzeba tak robić by było dobrze. My mieszkamy sami i ja sobie to bardzo cenie, mamy swoje mieszkanko i my tam jesteśmy u siebie i nikt nam nic nie mówi, jestesmy sami sobie panami, super, zycze tego wszystkim
megi - Sro Maj 11, 2005 12:14 pm

Ja wole odwiedzic rodziców w niedziele na obiadku, ogólnie,miałabym jak paczek w masle i mój maz przyszłay tez, rodzice sa dla nas na wszystkie strony wspaniali. nie obawiałabym sie problemow, ale wieksza swobode czujemy w swoim tylko naszym domku. z jego rodzicami raczej bym nie chciała! on też!

przyjemnego dzionka Gość
Kot - Sro Maj 11, 2005 1:13 pm


Ewela - Sro Maj 11, 2005 1:32 pm

Co sądziecie o mieszkaniu z teściami we wspólnym domu?Każda z rodzin miałaby osobne wejście, nawet osobny taras itp.
Nie mówie o przeprowadzce zaraz po ślubie, tylko za jakieś 3-4 lata kiedy pomoc babci może być przydatna.
Sama stoję przed takim wyborem i nie wiem czy się zdecydować.....
Kasiawka - Sro Maj 11, 2005 1:45 pm

Co sądziecie o mieszkaniu z teściami we wspólnym domu?Każda z rodzin miałaby osobne wejście, nawet osobny taras itp.
Nie mówie o przeprowadzce zaraz po ślubie, tylko za jakieś 3-4 lata kiedy pomoc babci może być przydatna.
Sama stoję przed takim wyborem i nie wiem czy się zdecydować.....



jeśli to będa dwa osobne domy, to może i jest to jakies rozwiązanie, zwłaszcza jeśli chodzi o pomoc starszej babci czy cioci, bo nigdzie nie trzeba jechać można wpaść zawsze, ale z drugiej strony żeby takie "wpadanie" nie stało sie zbyt częste, bo może stać sie uciążliwe. Odległośc zawsze robi swoje, ale ja też bym się zastanawiała, ...
gambi - Sro Maj 11, 2005 5:07 pm

Co sądziecie o mieszkaniu z teściami we wspólnym domu?Każda z rodzin miałaby osobne wejście, nawet osobny taras itp.
Nie mówie o przeprowadzce zaraz po ślubie, tylko za jakieś 3-4 lata kiedy pomoc babci może być przydatna.
Sama stoję przed takim wyborem i nie wiem czy się zdecydować.....



Ewela
ja osobiscie jestem przeciwna mieszkaniu z ktorymikolwiek rodzicami, ale przyznaje, ze jesli chodzi o pomoc przy dziecku to moze to byc na wage zlota.
Opieka nad malym dzieckiem pochlania caly czas, wiec pomoc mamy czy tesciowej moze byc niezastapiona warto rozwazyc ten pomysl, bo w sumie bedzie mieli swoja prywatnosc, a w razie potrzeby i chetna babcie do pomocy
Kasiawka - Czw Maj 12, 2005 9:05 am

Gambi, pewnie juz gdzies pisałaś, ale nie mogę znaleźć, po slubie zostajesz u nas, czy emigrujesz
gambi - Czw Maj 12, 2005 9:33 am

Gambi, pewnie juz gdzies pisałaś, ale nie mogę znaleźć, po slubie zostajesz u nas, czy emigrujesz



Emigruje...
Tzn. narazie wiem tylko ze bede mieszkac na Słowacji, ale wszystko wyjasni sie po slubie.
no nie wiem jedno, ze chociaz mialam to proponowane nie bede mieszkala z tesciami
pinia_pinia - Czw Lip 21, 2005 4:49 pm

Co sądziecie o mieszkaniu z teściami we wspólnym domu?Każda z rodzin miałaby osobne wejście, nawet osobny taras itp.
Nie mówie o przeprowadzce zaraz po ślubie, tylko za jakieś 3-4 lata kiedy pomoc babci może być przydatna.
Sama stoję przed takim wyborem i nie wiem czy się zdecydować.....



Podobna sytuacja mnie czeka może nawet przed slubem. Otóż teść kończy własnie budować dom i "zupełnie niespodziewanie" po info o zaręczynach dostawił w domu jeszcze jedno piętro z osobnym wejściem....Jeszcze nie mówi że dla nas ale tak pewnie będzie. Byłoby to o tyle wygodne że w domku są niższe opłaty niż w mieszkaniu spłódzielczym ( a tym bardziej wynajmowanym). Jeśli bedziemy mieć osobne wejście, własną kuchnię ( lub chociaż mały aneks) i łazienkę to chyba zdecydujemy się na to bo działka jes pieknie położona i blisko łodzi...
Kasiawka - Czw Lip 21, 2005 5:43 pm

piniu piniu to nie głupie rozwiązanie, jeśli mielibyście osobne wejście, to naparwdę byłoby wam łatwiej wystartowac w dorosłe życie, no bo opłaty na pewno mięlibyście mniejsze i łatwiej by wam było cos odłożyć a wiadomo rodzice blisko, to i jakis obiadek się trafi i inna pomoc
strawberrytea - Czw Lip 21, 2005 8:26 pm

My będziemy na razie mieszkać z moimi rodzicami. Na razie inaczej się nie da, nie utrzymamy się sami. Moja połówka świetnie się dogaduje z moimi rodzicami. Mam nadzieję że będzie dobrze... Choć własny kąt się marzy...
Basia - Wto Lip 26, 2005 2:26 pm

popatrzcie jeszcze na to z drugiej strony - nie wiem, w jakim wieku macie rodzicow, ale na pewnym etapie to oni beda potrzebowac was! Moze nie tak bardzo, moze beda sie z tym kryli, ale powiesic firanki, umyc okna, wykupic leki, zaopiekowac sie w czasie grypy - pomoc wlasnego dziecka bedzie wtedy nieoceniona... I jest to pewnego rodzaju handel wymienny - babcia zajmie sie wnukami, ugotuje obiad, my, jak bedzie trzeba, zaopiekujemy sie babcia. To jeszcze jeden aspekt zycia w domu wielopokoleniowym. Oczywiscie, ze musza tam byc warunki zycia dla dwoch rodzin, ale posiadanie niezaleznego pietra... ja bym na to poszla...
strawberrytea - Wto Lip 26, 2005 7:41 pm

Zgadzam się. Własna piętro z odzielną kuchnią to świtna opcja! sama nie miałabym nic przeciwko. Ma się prywatność, tworzy się razem coś wspólnego, we dwoje ale jednocześnie jest się blisko i myślę że jest łatwiej. To zupełnie co innego niż mieszkać w tym samym mieszkaniu.
kryszka - Wto Lip 26, 2005 11:17 pm

My się chcieliśmy nadbudować nad dziadkami mojego męża. Oczywiście byłoby to zupełnie odrębne mieszkanie z własnym wejściem, bo inaczej sobie nie wyobrażam. I oczywiście jeśli by trzeba opiekowalibyśmy się dziadkami, zresztą dla nich też to byłoby dobre, jeśli na miejscu byłby ktoś w razie jakiegoś wypadku/choroby. Dodatkowo z wielką przyjemnością zajęłabym się trochę zaniedbanym ogródkiem, posadziła własne warzywka itp.
Niestety konstrukcja stropu nie pozwala na taką przeróbkę, a prawie cakowicie rozwalić dziadkom dom to nie jest dobry pomysł.

Więc ja całym sercem jestem za takim rozwiązaniem. To dużo lepsze jak dla mnie niż mieszkanie w bloku, chociaż też ma się sąsiadów.
Kot - Pon Lis 07, 2005 10:20 am


Pusiak - Pon Lis 07, 2005 11:10 am

Wiesz, to też dużo zależy od tego jak sie mieszka z teściami czy z rodzicami Gdybyśmy mieli własne piętro do dyspozycji, z dwoma, czy trzema pokojami i osobną łazienką, to też byśmy pewnie nie mieli nic przeciwko mieszkaniu z teściami czy rodzicami, ale ponieważ musimy sie gnieździć w jednym pokoju, to... no, nie za bardzo Nam to pasuje.... A poza tym też zależy od charakteru teściów czy rodziców. Jak pozwalają żyć własnym życiem, to w porządku, a jak sie wiecznie we wszystko wtrącają
Alma_ - Pon Lis 07, 2005 11:44 am

Dziewczyny, czytam Wasze wypowiedzi i umacniam się tylko w przekonaniu, że podjeliśmy bardzo dobrą decyzję odcinając całkowicie pępowinę łączącą nas z rodzinami dobrych kilka lat temu.

Wyprowadziliśmy się z domów rodzinnych i zamieszkaliśmy razem na 3 roku studiów. Właściwie zrobilibyśmy to już wcześniej, ale dla nas obojga oczywiste było, że nie wyprowadzimy się, dopóki nie będziemy w stanie sami się utrzymać - nie wyobrażam sobie sytuacji mieszkania "na swoim" za pieniądze rodziców Na szczęście tryb studiów, chociaż dziennych, pozwolił nam na zarobkowanie

I tak to mieszkamy u siebie i inna sytuacja nie wchodzi w grę. Jest pewnie trochę trudniej, bo nikt nam nie ugotuje ani nie posprząta (no, chyba, że miła Pani Gosposia ), nikt nie pomoże wychować dziecka (z tym mam największy problem, jeszcze co prawda dzieci ie planujemy, ale zupełnie nie mam pomysłu, jak tę sprawę załatwić - obca niania to ostateczność...:|), ale mamy WOLNO?? To jest nie do przecenienia.

Oczywiście, dopuszczam myśl, że w przyszłości zajmiemy się rodzicami, jest to dla mnie naturalne - ale na szczęście nasi rodzice są jeszcze bardzo młodzi i w pełni sił. Ten problem raczje nas nie dotyczy w najbliższej dekadzie

Powiem Wam tylko, że nam tez było ciężko na początku, wyszliśmy z domu z walizką ubrań i rzeczy osobistych, musieliśmy kupić wszystko od przysłowiowej łyżeczki - ale mieliśmy jasny cel - od początku "na swoim". I życzę Wam wszystkim, żeby udało się Wam to samo, bo warto!!
Żaneta - Pon Lis 07, 2005 5:53 pm

Pusiak! My się rozumiemy To samo mialam na myśli!
U nas jest podobnie tylko Ty i Mefiu już mieszkanko remontujecie,a my niestety na razie nie!
Moje zdanie jest takie,że naprawdę trzeba się poważnie zastanowić się nad mieszkaniem z teściami! Nie ważne jak fajna bylaby teściowa i jak byloby dobrze! Przemyślcie to dobrze!
gambi - Pon Lis 07, 2005 6:11 pm

Sytuacja zyciowa zmusila nas do tego, ze obecnie pomieszkujemy troche u moich rodzicow,a troche u tesciow, rownoczesnie szukajac czegos swojego i bedac do tego zmuszonym np poprzez oczekiwanie na zmiane dokumentow
jest to dla mnie dosc ciezki sprawdzian, bo przyzwyczailismy sie juz do mieszkania "na swoim", a teraz albo nie czuje sie calkowicie swobodnie u tesciow, albo wciaz slucham pomocnych rad mamy, ktore choc potrzebne, potrafia zniechecic.
oj oby jak najszybciej zamieszkac samemu, mam nadzieje, ze juz niedlugo sie nam to uda.

a propo rodzinnego, wielopokoleniowego domu mysle ze wiele zalezy rowniez od tego jakim sie jest typerm osoby, nie tylko od tesciow czy rodzicow i ich charakterow. U nas byloby to mozliwe i wykonalne, ale taka Zosia samosia jak ja chyba by nie dala rady
Mika - Pon Lis 07, 2005 7:51 pm

Ja najchętniej zamieszkałabym bardzo blisko rodziców oni w jednym domku my w drugim a teściowie najlepiej na drugim krańcu miasta Przed ślubem już nie mieszkałam z rodzicami od ponad 5 lat więc nie wyobrażam sobie powrotu, ale niedaleko to byłoby fajnie
Kot - Pon Lis 07, 2005 9:55 pm


Edi - Pon Lis 07, 2005 10:42 pm

Bardzo mi się podoba cytat z twojej wypowiedzi Kotku, zgadzam się z nim.

A co do teściów to już teraz wiem, że bedziemy z nimi mieszkac po ślubie w jednym domu. My bedziemy mieć górę a oni dół ale niestety to samo wejście. P. mnie oczywiście uspokaja, że jego mama się nie wtrąca i w ogóle ale ja czytając wypowiedzi forumek jestem już negatywnie nastawiona i przeczuwam przyszłe napięcia. Ale przekonam się o tym dopiero za 9 miesięcy. :smut:
Żaneta - Pon Lis 07, 2005 10:48 pm

Nie możesz się negatywnie nastawiać Edi!
Jeżeli Twoja teściowa jest spoko to to jest najwazniejsze!
Nie przejmuj sie tym co my piszemy,bo tak naprawdę to penie nie masz powodu!
Ludzie są różni i tak to jest,że jedni się lubią a inni nie!
Kot - Pon Lis 07, 2005 10:54 pm


Filomena - Wto Lis 08, 2005 12:01 am

My mieszkamy w wersji wymarzonej przez Kota - w oddzielnym mieszkaniu nad rodzicami męża. I jest bardzo, bardzo dobrze .
gambi - Wto Lis 08, 2005 11:06 am

Gambi ja też jestem zosia-samosia i na dodatek rogata dusza ale rodzinka jest do tego przyzwyczajona, że ja robię wszystko po swojemu.... a mieszkaćblisko bym chciała by spędzać z nimi więcej czasu, by nie czuli się osamotnieni... no bo ich bardzo bardzo kocham i zdaję sobie sprawę że czas płynie nieubłaganie i ludzie odchodzą.... taka kolej rzeczy

"śpieszmy się kochać innych, tak szybko odchodzą"



Kotku
wlasnie dlatego, ze chce spedzac z rodzicami jak najwiecej czasu jestem teraz w domu. po prostu nie wiem jak wyjechac za granice do naszego nowego domu. Mam wielkie wyrzuty sumienia, ze zostawiam rodzicow, ale tak dziwnie potoczylo sie moje zycie, ze inaczej sie nie da.
ale z drugiej strony wszystko zalezy od osobowosci osob i wiem, ze nie bylabym wstanie mieszkac z mama pietro wyzej, niestety
strawberrytea - Nie Sie 06, 2006 10:00 pm

Minęło już 9 miesięcy... Jak już pisałam wcześniej mieszkamy z moimi rodzicami.
Jest naprawdę ok, dogadujemy się... Co nie zmienia faktu, że strasznie nam się marzy własny kąt, coś naszego, wspólnego. Dom, który stworzymy we dwoje...
Właśnie rodzice wyjechali na wakacje, zostalismy sami we dwójkę i jest FANTASTYCZNIE
Zaczeliśmy się rozglądać za czymś własnym. Od 1,5 miesiąca pracuję więc już nie będzie żadnych problemów z utrzymaniem się Może już niedługo się uda.... Oj nie mogę się doczekać Uważam że młodzi ludzie powinni sami tworzyc dom, rodzine. U nas przez ten rok nie bylo wyjscia a nie chcielismy czekac ze ślubem - nie żałuje zupełnie. O wiele lepiej z rodzicami niz osobno Ale mozemy się usamodzielnić i się bardzo z tego cieszę.
Powiem tylko że najchętniej zamieszkalibyśmy blisko rodziców - zawsze można sobie pomóc na wzajem a wtrącania się w nasze życie nie mam się co bać na szczęście
adriannaaa - Pon Sie 07, 2006 12:11 am

Ja od kilku lat mieszkam bez roziców.. i powiem tak - kocham ich bardzo, ale już nie chciałabym mieszkać z nimi... bardzo za nimi tęsknię i brak mi ich - te 250 km to jednak jest trochę, ale... ale po 3 dniach weekendu spędzonych z nimi, cieszę się, że mieszkamy sami... nie wyobrażam już sobie kogoś w mojej kuchni, czy pokoju mówiących mi co robię dobrze a co źle. Oczywiście pomoc rodziców jest nieoceniona, ale pomoc, a nie wspólne mieszkanie:) dlatego uważam, że kilka ulic, czy dzielnic to odpowiednia odległość od mam i ojców:)
misia-misia - Pon Sie 07, 2006 9:33 am

Mieszkać osobno!!!!
To podstawa. Mieszkanie z rodzicami/teściami nie jest najlepsze dla młodego małżeństwa. Jeżeli nie ma innego rozwiązania to owszem. Ale jak tylko jest możliwość mieszkac osobno...korzystać jak najszybciej.
My niestety bedziemy mieszkali z moją teściową. Nie mamy innego wyjścia. Ale jak za kilka lat uda się zamienic to mieszkanie na dwa mniejsze.... nawet nie będziemy się zastanawiali ani załowali.
fiona83 - Pon Sie 07, 2006 10:10 am

Oczywiście, że najlepiej osobno.
Jednak rzeczywistość jest taka, a nie inna i zamieszkanie na swoim zaraz po ślubie często jest niemożliiwe.
Mam nadzieję, że Nam się uda. Jeśli nie - także nie będę rozpaczać. Najważniejsze, że będzimy mieli gdzie mieszkać.
FifthAvenue - Pon Sie 07, 2006 10:30 am

Ja mimo tego, ze z moimi rodzicami zyje w bardzo dobrych stosunkach, nie wyobrazam sobie zupelnie, zebysmy mieszkali wszyscy razem. Zaczynamy nasze wspolne zycie razem i chce zebysmy mogli samodzielnie o wszystkim decydowac. Chyba za bardzo cenie sobie niezaleznosc. Obiadki u rodzicow i kontakty jak najczestsze - oczywiscie. Ale chce wiedziec, ze moje mieszkanie to moje mieszkanie, koniec kropka. Chce sobie "po swojemu" ukladac w szafkach, chce zapraszac gosci wtedy kiedy tylko przyjdzie mi na to ochota, jesli mam ochote chodzic po mieszkaniu w samej bieliznie (albo i bez niej hihi) to chce miec taka mozliwosc. Mieszkanie z innymi uczy tolerancji i kompromisow, to prawda, ale w wielu przypadkach prowadzi rowniez do niepotrzebnych konfliktow i zatargow.
Ja trzymam sie twardo mojej zasady - wlasciwie prawie we wszystkich kwestiach zwiazanych ze slubem, wspolnym zyciem razem - czekam na odpowiedni moment. Jesli nie byloby opcji wspolnego mieszkania, ale bez rodzicow - pewnie wynajelibysmy jakies mieszkanie, albo jeszcze troche poczekali. Ja jestem optymistka i wierze, ze zawsze jest jakies wyjscie, jesli sie bardzo chce to i wlasne lokum da rade zalatwic.
misia-misia - Pon Sie 07, 2006 10:35 am

Czyli mam rozumieć... albo mieszkamy sami, z dala od rodziców, albo nie mieskamy razem wogóle i czekamy ze ślubem aż będziemy miec własne mieszkanie. Tak?czy coś źle zroumiałam
miza4 - Pon Sie 07, 2006 10:37 am

OSOBNO!!!!
evcia84 - Pon Sie 07, 2006 10:39 am

Najlepiej sami ale jeśli sytuacja na to pozwala. A jeśli nie to trzeba się troszeczke uzbroić w cierpliwosć i dążyć do tego żeby marzenie o samodzielnym mieszkaniu się spełniło
misia-misia - Pon Sie 07, 2006 10:47 am

OSOBNO!!!!
fiona83 - Pon Sie 07, 2006 10:48 am

Ja się cieszę, że będziemy mieszkać z moimi dziadkami - tyle poświęcenia, miłości i trudu włożyli w opiekę nade mną i wychowanie, że teraz chcę się Nimi zaopiekować. Nie dlatego, że muszę, że wypada. Chcę. A niezależność od rodziców będzie, choć na pewno będą pomagać i My tę pomoc przyjmiemy. Nie jest to nic uwłaczającego - Nasze dzieci też będziemy i finansowo, i "pomocowo" .
FifthAvenue - Pon Sie 07, 2006 10:48 am

Czyli mam rozumieć... albo mieszkamy sami, z dala od rodziców, albo nie mieskamy razem wogóle i czekamy ze ślubem aż będziemy miec własne mieszkanie. Tak?czy coś źle zroumiałam



Tak Ale to jest tylko i wylacznie moje zdanie i moj "sposob na zycie".Ja po prostu libie miec wszystko tak jak sobie zaplanowalam, wole poczekac, zeby bylo tak jak ma byc. Nie znosze "polsrodkow". Ale jak juz napisalam wyzej: ja tak mam po prostu.
evcia84 - Pon Sie 07, 2006 11:01 am

Ale misiu nie denerwuj się!!!!! To jest zdanie FifthAvenue. Wcale nie musisz się z nim zgadzac, a już tym bardziej denerwować na nią, że ona tak uważa. Wolny kraj i każdy moze wyrazić swoją opinię i jeśli cos się komuś nie podoba to głośno o tym mówić.
Dodam tylko, że na pewno gdybyśmy z mojm P. nie mieli mieszkania na pewno byśmy jeszcze trochę z tym ślubem poczekali. A że mamy ku temu warunki to nie ma na co czekać Po części popieram zdanie FifthAvenue, chociaż w tym momencie nasze mieszkanko jest w remoncie i mieszkam z przyszłymi teściami.
Olusia - Pon Sie 07, 2006 11:04 am

Ja nie wiem czy mój Tomek wogóle zdecydował się na oświadczyny jeśli nie wiedziałby że mamy gdzie sami mieszkać, ale ja zgadzam się z misią wolałabym mieszkać z nim i z kimś jeszcze niż bez niego. Moi rodzice mieszkali z tatą mojej mamy i jej bratem przez 11 lat, oczywiście czasem coś zgrzytało, ale ogólnie było OK. Teraz jak sobie przypomnę, że mieszkaliśmy w jednym pokoiku w czwórkę (ja, mama, tata i siostra) to jakoś dziwne mi się to wydaje, ale wtedy było naprawdę fajnie, mam bardzo dobry kontakt z wujkiem dzięki temu i z dziadkiem też miałam. Mojemu tacie chyba czasem było przykro, że nie mógł na zagwarantować własnego mieszkania, choć najważniejsze było to że byliśmy szczęśliwi bo mieliśmy siebie. Później przez 5 lat wynajmowaliśmy mieszkanie i dopiero 16 lat po ślubie rodzice kupili swoje pierwsze mieszkanie.
kryszka - Pon Sie 07, 2006 11:08 am

Misia-misia proszę bez personalnych wycieczek i uogólnień. Forumka wyraziła tylko swoje zdanie, nie krytykowała nikogo ani nie podważała cudzego zdania.
misia-misia - Pon Sie 07, 2006 11:08 am

Dobrze, ja rozumiem ze ma takie zdanie i nikt jej tego zdania nie broni.
Tylko zastanówcie się co mają zrobic te małzeństwa a jest ich naprawdę dużo, mają się nie pobierać?
Ja rozumiem gdy ktoś ma warunki, ma pieniądze... jego szczeście. Wam się akurat tak szcześliwie ułożyło ze macie osobne mieszkania.
Ja też bym bardzo chciała mieć osobe nawet M2.Ale nas na to nie stać najzwyczajniej w świecie!
Czyli mamy kolejne lata marnowac na dojazdach, na tesknocie, nam lata uciekają...bo nie mamy własnego lokum? Chyba nie na tym rzecz polega.

Jestem ciekawa jakbyście mówiły gdybyście nie miały perspektyw na własne mieszkanie, czy tez tak entuzjastycznie czekałybyście ze slubem...nie wydaje mi się. A jeśli się jednak mylę to wam nie zazdroszczę....

[ Dodano: Pon Sie 07, 2006 11:09 am ]
evcia84 - Pon Sie 07, 2006 11:12 am

Najważniejsze żebyś Tyu się czuła szczęśliwa. Obojętnie czy z teściową czy bez. Zrozum to wreszcie. Jeżeli Tobie to odpowiada to w czym problem????!!!!!!! Rób tak jak uważasz!
miza4 - Pon Sie 07, 2006 11:48 am

Myślenie z klapkami na oczach.Tak to ujmę.
Czyli tak, moja koleżanka tez nie powinna brac ślubu bo mieszkają z rodzicami, mój kuzyn tak samo, moja sąsiadka też...
No fajne macie pomysły nie ma co.
Wiecie kto tylko tak moze pisać? Ktoś kto ma kasę, ma od życia prawie wszystko, nie dostał kopniaka od życia (jeszcze albo kopniak był za mały)
To dobra. Ja mówię S. że odwołujemy ślub i czekamy ze ślubem jakieś... z 10 lat, bo moze wtedy dorobimy się własnego M2.


Ale ty nerwowa jesteś!!
FifthAvenue - Pon Sie 07, 2006 11:49 am

Ok.. teraz chyba dla odmiany ja sie powinnam wkurzyc.
W zadnym poscie nie napisalam, ze mieszkanie z rodzicami to cos zlego, ze tak sie nie powinno mieszkac, ze TRZEBA miec swoje mieszkanie. napisalam tylko, ze JA nie chce mieszkac z rodzicami, ze wolalam poczekac az bedzie mozliwosc zrobienia wszystkiego tak jak chcemy.
Okazuje sie, ze to dlatego, ze jestem jakims rozkapryszonym bachorem, z kupa kasy, ktory dostal wszystko od zycia za nic i malo tego - jeszcze porzadny kopniak mi sie nalezy.
Guzik. Ja zainwestowalam moj czas w edukacje, bardzo wczesnie zaczelam pracowac, zdobywalam doswiadczenie i dbalam o to, zeby nie stac w miejscu. Moi rodzice byli zawsze niesamowicie pomocni, ale nie dostalam od losu wielkich preentow, na prawie wszystko zapracowalam sama. Zamiast brac slub na szybko postanowilismy z L poczekac, poukladac sobie sprawy finansowe. Skoro mamy przed soba calutkie zycie, 2 czy 3 lata w jedna lub druga strone niewiele zmienia.
Teraz powinnam czuc sie winna, ze wszystko w zyciu uklada sie po mojej mysli, ze wytyczylismy sobie plan, ktorego udalo nam sie trzymac i widzimy tego efekty. Bede czuc sie zle, bo robimy wesele w takim stylu jak chcemy, bo kupie suknie slubna taka, ktora mi sie spodoba nie oszczedzajac na niej ani grosza, bo moj narzeczony kupil mi pierscionek zareczynowy, o jakim normalnie wczesniej nawet bym nie pomyslala i wreszcie - bo nie bedziemy mieszkac w 3 pokojach z rodzicami, a w naszym wlasnym czteropokojowym nowiutko wyremontowanym mieszkaniu. Kazdy uklada sobie zycie wedlug wlasnego uznania.Duzo rzeczy w zyciu kosztowalo mnie wiele wyrzeczen, wiec najzwyczajniej w swiecie NIE ZYCZE sobie szufladkowania mnie jako osoby " z klapkami na oczach" tylko dlatego, ze mam wystarczajaco silnej woli, zeby zrobic wszystko tak jak chce. Poza tym wierze, ze kazdy moze - trzeba tylko chciec. latwiej jest siedziec, narzekac i mowic, ze "innym to z nieba kapie". Nie kapie.
miza4 - Pon Sie 07, 2006 11:52 am


misia-misia - Pon Sie 07, 2006 11:54 am


Ciekawa jestem czy za pół roku też bedziesz mówila, że nie warto było poczekać.



Będę mówiła i już mówię... dwa lata w ciągłych rozjazdach, wiecznie odległość dzieląca nas...ciągle łzyi łzy i tęsknota... Nie zycze tgo nawet najgorszemu wrogowi.
Tylko czekamy aż zamieszkamy razem.
Niestety z teściową ale nie mamy wyjścia. I nie sądzę by za dwa lata coś się na tyle zmieniło byśmy kupili sobie mieszkanie.
Pozatym teściowa sama mieszkania tak wielkiego nie utrzyma, a zamienic takie na dwa mniejsze jest strasznie ciężko!
Zresztą to dłuuuga historia

To teraz niby ja mam czuć się winna ze ani moim rodzicom ani rodzicom S. się nigdy nie przelewało...
Cieszę się że wam tak się wszystko dobrze ułożyło, ze nie musieliście liczyć każdego grosza na co go przeznaczyć.Tylko zyliści i zyjecie naprawdę normalnie
Może kiedyś i my tak będziemy mieć...nie wiem... bardzo bym tego chciała.
Zazdroszę wam takiego optymizmu ze za rok czy dwa będzie na tyle dobrze że stać nas będzie nawet na własne mieszkanie.
Ja taką optymistką nie jestem.

A ze co...niby ja siedzę na kanapie i narzekam że mam mało pieniędzy, nic nie robię, nie inwestuje w siebie, nie staram się zmienić własnego życia?
Błędne myślenie. Staram się i to wszystkimi siłami... jak tylko mogę

A ty 5th nie obrażaj się bo ja tak samo mogłabym się obrażać czytając swoje słowa.
Owszem poczułam sie gorsza po twoich słowach ale to nie znaczy żeby się kłucić, obrażać.

Miza syty głodnego nie zrozumie...

Do widzenia panno Gienia

-----------------
Pozdraiwam 5th i mizę
evcia84 - Pon Sie 07, 2006 11:55 am

<brawo> FifthAvenue
fiona83 - Pon Sie 07, 2006 11:57 am

Blagam, dajcie już spokój.
Robi się naprwdę nerwowo i nieprzyjemnie - a po co

5th, misiu ... podać łapki, buzi-buzi i PEACE
misia-misia - Pon Sie 07, 2006 12:08 pm

Fionka... no przecież ja się już nie kłócę...

Pozdrawiam wszystkich


FifthAvenue - Pon Sie 07, 2006 2:03 pm

OK, ja wlasnie doszlam do wniosku, chyba nie pierwsza na tym forum, ze nie warto wyglaszac wlasnych opinii. Nie jestem osoba klotliwa, nie mam zapedow do zacietrzewiania sie, czestow niektorych watkach nie pisze zupelnie nic, wlasnie dlatego, zeby nie wywolywac niepotrzebnej "burzy". Ale chyba ogolnie warto przytakiwac i tworzyc jedna wielka zgodna opinie, bo jak napisze, ze to czy tamto DLA MNIE (<---- to wazne) jest nie do przyjecia to okazuje sie, ze sprawiam przykrosc, inni czuja sie gorsi i w ogole jestem do bani.
Zatem adios, przynajmniej w tym temacie.

No i rowniez goraco wszystkich pozdrawiam.
miza4 - Pon Sie 07, 2006 2:28 pm

syty głodnego nie zrozumie........
Przeparaszam a kto jest tym sytym? co ty o mnie wiesz, ze takie opinie wygłaszasz?
Wiecie kto tylko tak może pisać? Ktoś kto ma kasę, ma od życia prawie wszystko, nie dostał kopniaka od życia (jeszcze albo kopniak był za mały)


Nie oceniaj innych swoja miara. Ciesz się ze ślubu, wesela i mieszkania z teściową, ale pozwól innym nie cieszyc się z tego że mieliby mieszkać z teściowa lub ze odłożyli wesele o dwa lata bo chcieli zamieszkać po ślubie u SIEBIE!
ojjjj zaprzyjaźnić to bym z tobą się nie mogła.
kryszka - Pon Sie 07, 2006 2:47 pm

Kolejny raz proszę o zaprzestanie wycieczek osobistych i kontynuację tematu na priv jeśli ktoś jeszcze chce komuś coś przygadać.
miza4 - Pon Sie 07, 2006 3:07 pm

PRZEPRASZAM
sylwia - Pon Sie 07, 2006 6:21 pm

Jesteśmy ze sobą 10 lat już czyli dość długo i jedyną przeszkodą,że nie pobraliśmy się wcześniej jest brak mieszkania i np dobrej pracy.Teraz wszytsko powoli sie prostuje,studia są pokończone,mój K. ma prace może szczyt jego marzeń finansowych nie jest ale praca jest,ja mam nadziję,że od września też znajdę w szkole.Obydwoje uważamy,że młodzi powinni mieszkać osobno,żeby sami sie dotarli i zyli na własny rachunek samodzielnie i dlatego zwlekalismy z tym ślubem( teraz planujemy na 2007),że by sprawy poukładać i żyć samemu.rodzice nam pomogą i współnymi siłami jakoś to będzie.Nie chcemy mieszkać zjednymi czy drugimy rodzicami,kochamy ich i szanujemy za to ,że są nam oddani i pomocni ale chcemy teraz sami żyć i usamodzilnić się.Wilee razy słyszałam,że jak młodzi mieszkaja zrodzicami to często są jakieś kłotnie i wtrącanie się w życie młodych a my tego chcemy uniknąć,zresztą potrzebujemy i chcemy sami własnego kąta.Moi rodzice mieszkali przez 9 lat z rodzicami mojej mamy i wszytsko było ok,nigdy rodzice nie kłocili się z dziadkami ale to też zależy od charakterów ludzi.Zycie zteściami czasem jest złe aczsem bardzo dobre jak wprzypadku moich rodziców wieć nic nie można przekreślać.My czekaliśmy długo ze slubem ale po to żeby żyć sami i nie mieć tylko jedengo pokoju dla nas np i dziecka.Wiem też jedno,że jak jesteśmy juz razem 10 lat to nam juz tez jest trudno żyć odzdzilenie mimo,że mieszkamy blisko siebie,więc jesli nie byloby widoku na mieszkanie wlanse lub nawet na wynajecie mieszkania to pewnie jakos musielibysmy sie zgodzic zeby mieszkac z rodzicami i miec tylko jeden pokoj dla siebie jelsi nie chcielibysmy zyc koeujne 10 lat oddzielnie ale jesli jest praca to jakos mozna sobie poradzic mam taka nadzije przynajmniej
laryssa - Pon Sie 07, 2006 6:47 pm

My tez ze wszystkich sil staralismy sie zamieszkac osobno. I udalo sie , wynajelismy mieszkanko i teraz je lekko odswiezamy. Po slubie zamieszkamy razem. Bardzo sie ciesze. Tesciowa proponowala nam tez mieszkanie z nia-dostalibysmy dwa pokoje i w niczym by nam nie przeszkadzala,ale stwierdzilismy, ze lepiej jest mieszkac samemu. A wcale latwo nam nie jest, kaszka z nieba nie leci. Nie rozumiem Twojej postawy misiu. Przeciez jak bys miala warunki to tez bys wolala zamieszkac bez tesciowej, wiec o co chodzi?
strawberrytea - Pon Sie 07, 2006 8:41 pm

oj ale burzę wywołałam dopisując swój post do tego wątku
Mnie się wydaje ze bardzo duzo zalezy od tego jakich sie ma tesciow/rodzicow. Akurat my z moimi sie dogadujemy, nie wtrącamy się w swoje sprawy i generalnie raczej staramy sie sobie pomagać a nie przeszkadzać ale przyznam że moi rodzice to jedni z niewielu ludzi, z którymi mogłabym mieszkać. Jak czasem patrze na rodziców znajomych to najzupełniej rozumiem że czekają ze ślubem, że nie chcą mieszkać razem z nimi - żeby nie zepsuć sobie tych pierwszych miesięcy czy lat bo chyba rzeczywiście w takiej sytuacji lepiej jest poczekać.
Wiecie, jeszcze w pokoleniu naszych rodziców naprawdę większość młodych małżeństw mieszkała z rodzicami. Nie było mieszkań, czekało sie na nie lata a o kupnie czy wynajmie nie było przecież mowy... Ale to nie było dobre...
Nie wyobrażam sobie jednak mimo wszystko żeby mieszkanie wspólnie miało trwać długo. Tak jak pisałam - zamierzamy niedługo coś z tym fantem zrobić Trzymajcie kciuki

A co do tego że można, że wiele jest kwestią własnej pracy - zgadzam się. To był mój wybór że podczas studiów nie pracowałam, jedynie dorabiałam korepetycjami. Miałam sporo zajęc, zbytnio w czasie roku by się nie dało podjąć pracy ale zawsze były wakacje - gdybyśmy wyjechali na 3 miesiące ze 2-3 razy za granicę to wiem że byłoby inaczej, mielibyśmy zawsze jakiś kapitał. Nie wyjechaliśmy. Nasz wybór, nasza decyzja. Podziwiam tych, którzy mieli w sobie tyle siły by pracować w czasie studiów, którzy wakacje poświęcali na pracę za granicą. Podziwiam i zazdroszczę - siły, wytrwania, wewnętrznej motywacji.

A jeszcze inni mają pewnie swój kąt tylko dlatego że odszedł ktoś bliski. Im nie ma co zazdrościć...
Kati - Pon Sie 07, 2006 10:03 pm

RANYYYY

[ Dodano: Pon Sie 07, 2006 10:05 pm ]
Kot - Wto Sie 08, 2006 8:54 am


sylwia - Wto Sie 08, 2006 9:00 am

No tak Kotek masz racje,raczej rodzice by nam nie npozwolili wwieku 15 lat sie pobrać .Miałam na my sli ,że moglismy np już 3 czy 2 lata temu się pobrac ale nie było warunków,studia nie skończone np i brak pracy np u mnie, ale szukam pracy tera w szkole i jakoś to będzie.Ale mieszkanie zrodzicami zalezy od wszytskich nie tylko jacy są rodzice ale też jacy esteśmy my.Nie można wszytskigo zganiać na rodziców ,że oni tacy czy owacy nam,nam młodym też czasem nie brakuje i dlatego trzeba sie starać żeby życ oddzielnie,sami,zeby nie było kogs kto nami rządzi i rodzinke rozwala ale to wszytsko zalezy od ludzi mieszkanie zrodzicami moze byc tak samo super jak i straszne,charakterki rozne
adriannaaa - Wto Sie 08, 2006 9:38 am

Ja sądzę też ze warto mieszkacć samemu z prozaiczengo powodu - w razie jakiegoś nieporozumienia, nie bedzie nieprzyjemnosci, ze rodzice, czy dziadkowie a) będą to oglądać, b) staną po stronie swojego dziecka, czy wnuka, choćby było to niesprawiedliwe... Wychodzę z założenia, ze warto wynająć choćby kawalerkę, i mieszkac samemu - żeby sie dotrzeć w spokoju, bez nerwów, ze ktoś jeszce na to patrzy, żeby mieć intymność, żeby się sobą nacieszyć... Rodzice, dziadkowie, choćby nie wiem jak wspanieli, nie dadzą takiego komfortu..
fiona83 - Wto Sie 08, 2006 9:45 am

Rodzice, dziadkowie, choćby nie wiem jak wspanieli, nie dadzą takiego komfortu..



Naprawdę zależy od rodziny.
Razem z rodzicami mieszkaliśmy u dziadków przez 12 lat. Kiedy tylko rodzice się sprzeczali, reakcja dziadków była następująca : do kuchni po herbatę i prowiant --> następnie zamknięcie w swoim pokoju i wychylanie się co pewien czas w celu wybadania terenu. Nigdy nie wtrącali się, nie ingerowali. Czasem nawet sama szłam do nich i prosiłam, żeby wytłumaczyli rodzicom, że sprzeczają się o naprawdę błahe sprawy. Dziadkowie na to - stanowczo NIE. To nie jest ich życie,nie ich problemy. Owszem - serce boli, gdy dziecko płacze, ale zęby zacisnąć i przetrzymać.
miza4 - Wto Sie 08, 2006 9:47 am

ojjj Fionka, ale masz wspaniałych dziadków. Myślę, że twoi rodzice zachowywaliby się podobnie gdybyście z nimi zamieszkali. Fajnie masz
misia-misia - Wto Sie 08, 2006 9:59 am

Nie rozumiem Twojej postawy misiu. Przeciez jak bys miala warunki to tez bys wolala zamieszkac bez tesciowej, wiec o co chodzi?



No a co niby napisałam w pierwszym poście...
Mieszkać osobno! Ale jeśli sa ku temu warunki!
Ale nie zgadzam się czekac ze ślubem aż bedziemy miec własne mieszkanie.
O tym mówię.
Ja rozumiem jeśli ktoś ma w perspektywie mieszkać na swoim w przeciągu roku czy dwóch lat...jeszcze można się wstrzymać. tym bardziej jeśli narzeczeni są z jednego miasta.
Jakoś przeboleją to odroczenie ślubu.
Ale jeśli ktoś nie ma w perspektywie 10 lat szans na osobne mieszkanie... czy wtedy czekać... chyba nie.A my jesteśmy właśnie w takiej sytuacji.
Jeśli nawet trafi nam się za 2-3 lata okazja na własne nawet M2 to i tak pewnie nie skorzystamy bo teściowa sama 5 pokoi w kamienicy nie utrzyma a sprzedać nie może a zamienić się nikt nie chce.
Sami widzicie że praktycznie jesteśmy skazani na mieszkanie razem chociaż ani my ani teściowa tego za bardzo nie chce.
Ale jak najbardziej was popieram...jesli macie okazję to się wyprowadzajcie.

P.S. Jesli kogoś swoim postem uraziłam... bardzo przepraszam. Nerwy wzięły górę...poniosło mnie :)
adriannaaa - Wto Sie 08, 2006 10:00 am

Fionka - no to miałaś szczeście:) i oby wszyscy mieszkajacy z rodzicami meli takei szczęście jak twoi rodzice:) ale ..niestety eni zawsze tak jest..

a do tego.. no..nie wiem, ale ja jednak czuję wiekszy komfort na swoim.. i to nei tylko w tych gorszych chwilach, ale też i w tych.... hmm.. stanowczo bardziej przyjemnych:)
fiona83 - Wto Sie 08, 2006 10:04 am

Ada - rozbawiłaś mnie
Mam nadzieję, że dziadkowie nie dosłyszą na tyle ....

Cóż - w naszym przypadku (mam nadzieję, że dojdzie to do skutku) będzie tak, że my z Zielonym zajmiemy dwa mniejsze pokoje, a dziadkowie zostaną w największym. Najlepsze jest to, że duży pokój jest zaraz przy wejściu, a dwa mniejsze na końcu dłuuugiego korytarza. Czyli rozkład bardzo przyjemny
adriannaaa - Wto Sie 08, 2006 10:34 am

heh , no jak tak, to ok
Klaudia22 - Wto Sie 08, 2006 1:01 pm

U mnie przez rok wszystko było ok ale ostatnio nie jest najlepiej (relacja moja mama - i mój P.) nie wiem co z tym zrobić mam POmóżcie a czeka nas chyba jeszcze rok mieszkania razem boję sie o nasz związek
sylwia - Wto Sie 08, 2006 1:31 pm

Klaudia22 porozmawiaj z P. i mamą i spróbujcie jakoś sie dogadać.Mie wiemy na jakim tle są te nieporozumienia wieć trudno nam doradzić.ale ty wiesz o co chodzi tzn w czym jest problem to rozmowa i jest nieunikniona a bez niej bedzie gorzej jesli nie wyjasnicie sprawy,nie martw sie wszytsko sie ulozy,glowa do gory Postraja sie na wszytsko spojrzeć obiektywnie i chłodno.
Klaudia22 - Wto Sie 08, 2006 1:42 pm

Dzieki Sylwio za szybka odpowiedz. W tym momencie rozmawiałam tylko z narzeczonym i wyjasniłam mu ze jeszcze musimy dac rade troche a narazei ma traktować moja mamę normalnie. z nia nie bede rozmawiać bo ona wszystko odwraca przeciwko P. Problem tkwi w tym ze moja mama sie zaczyna wtracac do Nas i sytuacje miedzy Nami zaczyna analizować i interpretować. Ja wiem ze ona chce dla mnie dobrze ale czas wielki zebym to ja zaczela sie uczyc na wlasnych błedach Zaczynam dochodzic do wniosku ze za bardzo moja mame wtajemniczylam w sprawy Nasze i to jest mój bład i teraz nie wiem co mam robić. P. chce sie wyprowadzać i brać mnie ze soba ale za bardzo nie mamy gdzie ani jak ehh
kryszka - Wto Sie 08, 2006 2:11 pm

Klaudia - nie stać was na wynajęcie chociaż małej kawalerki? Nieumeblowane są tańsze, a moim zdaniem warto pomęczyć się na kartonach niż jakby przez mamę miał się rozpasć Wasz związek.
Klaudia22 - Wto Sie 08, 2006 2:19 pm

tzn tak My jeszcze nie jestesmy małżeństwem - ślub za rok... Pracuje tylko narzeczony ktory teraz swoje pieniadze oszczedza na slub i wesele. ja dopiero bede zaczynała prace w dodatku studiuje dziennie. Nie ukrywam ze mieszkanie z rodzicami to ogromne oszczednosci bo praktycznie nic im nie dawalismy (oprucz mięsa) No ale nie w tym jest problem (tzn oplaty za rachunki itd...) Mozemy mieszkać z dziadkami - Ja nie chce bo to za duza roznica wieku a w dodatku to sa starsi chorzy ludzie i nie biore na siebie opieki nad nimi. Jest jesszcze mój chrzestny ktory mieszka w domku bliżniaku Sam. Mozemy takze sami cos wynajac - wole kredyt i kupić Ale to wszystkie mozliwosci po ślubie a to jeszcze rok ...
Kot - Wto Sie 08, 2006 2:38 pm


Klaudia22 - Wto Sie 08, 2006 2:43 pm

Klaudia jeśli mama tak destrukcyjnie wpływa na wasz związek to może warto jednak zastanowić się nad przeprowadzką. Co z tego że oszczędzicie pieniądze jeśli ucierpi na tym wasz związek.

Tego fragmentu za bardzo nie zrozumiałam



Nie wiem co robić a przeprowadzka ... hm nie utrzymiemy się sami puki co

A jeśli chodzi o to mięsko hehe to chodzi o to ze mój P. jest rzeźnikiem i dostaje mięso z pracy i poprostu dajemy je rodzicom.
Agas - Pią Wrz 29, 2006 9:42 am

jak narazie jesteśmy 2 miesiące po slubie i mieszkamy u moich rodziców, ponieważ remontujemy mieszkanie mojego męża wiec siłą rzeczy musieliśmy tak zrobić.
jednak wychodze z doświadczenia i wniosków że lepiej jak młodzi małżonkowie od razu zamieszkają sami. z rodzicami czy teściami mogą być najwspanialsze układy i relacje ale mieszkanie z nimi to może być do czasu.zawsze coś komuś bedzie nie pasowało, bo każdy ma inne przyzwyczajenia i sposóób bycia. a poza tym tak jak mój mąż czuje sie jescze skrępowany,a na swoim człowiek może robić to co chce i kiedy chce i jak chce.
Edi - Pią Wrz 29, 2006 8:30 pm

My mieszkam z teściami, na razie jest dobrze ale to dopiero 7 dni. Wypowiem się szerzej w odpowiednim czasie
Ińska - Pon Paź 02, 2006 1:05 pm

Ja nie z teściami ale z siostrą będę musiała mieszkac przez kilka miesięcy po ślubie - taki jest na razie pomysł. Wprawdzie to nie mieszkanie z teściami (co na 99% wykluczamy) ale to też część rodziny - bardzo bliska.
Pocieszam się, że to pewnie lepiej niz z teściami ale oczywiście wolałabym zebysmy mieszkali sami.
szczako - Pią Paź 06, 2006 3:34 pm

my jeszcze z rodzicami, ale już przebieramy nogami na zakończenie remontu w łazience. jak tylko będzie się gdzie myć, wyprowadzamy się do siebie.
senra - Nie Paź 08, 2006 5:05 pm

My też na razie z teściami (właściwie ja, bo mąż w szpitalu:( ) ale już pod koniec miesiąca robimy przeprowadzkę na swoje
megi - Nie Paź 08, 2006 5:15 pm

my tez teraz na czas remontu mieszkamy u moich rodzicow, od 6 mies bo wzielismy mieszkanko do kapitalnego remontu, ale mieszka nam sie wesolo, jak kogos nie ma robi sie smutno, moj maz z rodzicami dogaduje sie swietnie, dziekii temu ze rodzice sie nie wtracaja i sa bezkonfliktowi!!!
szczako - Pon Paź 09, 2006 11:36 pm

od "trochę przed ślubem" do chwili obecnej (i jeszcze przez kolejne kilka dni; najwyżej do weekendu) mieszkamy u moich Rodziców.
jest bardzo wesoło, ale nie mogę się doczekać, kiedy skończymy remoncik
AgneS_nr1 - Czw Lis 09, 2006 11:22 am

nigdy nie zamieszkalabym z tesciami po slubie... przed slubem mieszkalam u nich pare miesiecy i dziekuje bardzo prawie sie nerwicy nabawilam ciagle awantury tesc codziennie n y ...super po prostu.. atesciowa nie ma nic wiecej do powiedzenia niz to co słychac u sasiadow .. nienawidze wscipskich ludzi
Lucky - Czw Lis 09, 2006 11:26 am

AgneS_nr1 możesz trochce ocenzurować swoja wypowiedź, my ty nie jestesmy przyzwyczajeni do takiego słownictwa
mischelle22 - Sro Gru 13, 2006 1:35 pm

My mieszkamy z moimi rodzicami i nie narzekamy.
Arek pracuje do późna i byłabym sama w domu z Krzysiem - a tak to chociaż mogę liczyć na małe "odciążenie" jak moja mama lub tata wrócą z pracy - no i jest do kogo gębę otworzyć.
Dokładamy się do życia - bo nie umiałabym inaczej - przecież piorę, prasuję, gotuję no i to my siedzimy przy kompie - więc internet opłacamy sami.
Mamy zamiar iść na swoje - ale to dopiero jak wrócę do pracy po wychowawczym a Krzyś pójdzie do przedszkola
Ilona83 - Pon Mar 19, 2007 10:37 pm

my będziemy mieszkali z mamą miska bo nie chcemy z moimi rodzicami , którzy wtrącali by się do wszystkiego i nie byłoby nam łatwo
asia84 - Pon Mar 19, 2007 10:42 pm

my będziemy mieszkali jak dotychczas, czyli sami, bez Rodziców
misia-misia - Pon Mar 19, 2007 10:59 pm

Nie mieszkać z rodzicami/teściami!!!

Będę to powtarzała do końca swoich dni!
Choćby nie wiem jak cudowni. Młodzi powinni (ale podkreślam powinni a nie muszą na siłę) mieszkać osobno.

Jeśli ma się tą możliwość to najlepiej iść na swoje.

My niestety takiego dobrego startu nie mieliśmy. I długo mieć nie będziemy.
Czy powinni byliśmy w takim razie odłożyć ślub? Nie. Bo w takim razie pobralibyśmy się może przed 40 r.ż.

My mamy w tej całej sytuacji jeden wielki plus - mieszkanie jest naprawdę duże.
Co innego gdyby to było mieszkanie 2 pokojowe w bloku. Wtedy pewnie jak najszybciej wynajęlibyśmy gdzieś mieszkanie.

póki co:

- dorzucamy się do komornego pół na pół
- dokładamy się do gazu
- płacimy sobie za internet
- płacimy sobie za telewizję
- płacimy sobie za komórki
- sami sobie gotujemy - ja gotuję... czasem w niedziele na piecu stoją dwa rosoły - nasz i teściowej
- sami sobie robimy zakupy: chemia, spożywcze
- sami sobie robimy pranie wtedy kiedy chcemy i musimy a nie kiedy teściowa chce i kiedy ona pierze
- sami sobie założyliśmy satelitę - i tylko u nas jest komplet kanałów - w końcu płacimy za swoje
- kupiliśmy sobie lodówkę i teraz w kuchni stoją dwie. Były sprzeczki o miejsce w lodówce o miejsce w zamrażalniku.A tak mamy swoja wielką lodówę!Na szczęście kuchnia jest duża...
- kupiliśmy sobie komplet garnków, bo też były nerwy o to, kto ma wziąć dziś dany garnek (głównie ja się denerwowałam, ze nie mogę ugotować w tym, czym chcę i mam potrzebę)

czyli jednym słowem... jesteśmy samowystarczalni i wygląda to tak, jak byśmy po prostu wynajmowali pokój...

Ale przynajmniej nie ma kłótni o lodówkę, o jedzenie itd.
Ilona83 - Pon Mar 19, 2007 11:22 pm

musimy zamieszkać z mamą M. dopóki nie wybuduje sie domu a trochę to potrwa
Balbina - Wto Mar 20, 2007 4:50 pm

Popieram Misiu.Tylko moim zdaniem nie mają znaczenia nasze układy z teściami.Niezależnie od tego,jakie są ,młodzi najlepiej jak mogą zamieszkać osobno.Nawet kosztem rezygnacji z pewnych wygód.Niestety decydują przeważnie względy finansowe
MonikaZgierz - Wto Mar 20, 2007 5:47 pm

A ja mieszkam z moim Kotkiem i moimi rodzicami już 2,5 roku i jest super. Ani ja ani mój Kotek nie wyobrażamy sobie,że mogłoby być inaczej. Mimo, iż mamy możliwość zamieszkania na swoim to po prostu nie chcemy. Do ślubu zostało jeszcze 5 miesięcy, ale już teraz wiemy, że po ślubie, też będziemy tu mieszkać. Mieszkamy w bloku, w trzypokojowym mieszkaniu ( z możliwościa podziału na 4 pokoje). Ja i mój Kotek mamy swój pokój, rodzice mają swoją sypialnię a w największym przyjmujemy gości. Zresztą latem jak jest ładna pogoda i nie jesteśmy na żadnym zlocie, to razem z rodzicami jeździmy nad jezioro; zima razem chodzimy do kina. Nie wyobrażam sobie, aby było inaczej.
=MiLi= - Czw Mar 22, 2007 11:11 am

Całkowicie zgadzam się z Misią!
Moi rodzice i Teściowie są tacy, ze się nie wtrącają, nasze życie nasze sprawy i nie martwiłabym się o to jakbyśmy mieli mieszkać razem. Ale absolutnie odpada taki pomysł! Młodzi powinni mieszkać sami! Bez teściów, bez rodziców, dziadków, ciotek itd! Pomijając już to, że podczas kłótni itp chcąc nie chcąc muszą tego słuchać, ani im nie jest przyjemnie w takiej sytuacji, ani młodym którzy mają świadomość, że nie da się nie słyszeć kłótni. Także jeśli mowa o tych przyjemnych sprawach... komfortowo się zachowywać nie można, bo gdzieś tam za ścianą śpią/siedzą/oglądają tv Rodzice dziadkowie bądź inna rodzina... a co np z chodzeniem nago po domu jak ktoś lubi? Myślę, że nie wszyscy domownicy chcieliby to oglądać.
Sami sami sami!
Może i to wygodnie mieszkać z rodziną, bo jakby nie patrzeć... ktoś jest w domu, coś jest zrobione, niby jest łatwiej jeśli chodzi o takie przyziemne sprawy.
Jeszcze raz MŁODZI POWINNI MIESZKA? SAMI.
maratha - Pią Cze 29, 2007 2:09 pm

Boże zachowaj! Zwłaszcza w teściową. Moja jest jak z kawałów.
Agunia - Pią Cze 29, 2007 11:33 pm

My niestety tez mieszkamy jeszcze z tesciowa,ale w sumie to wyjdzie 1,5 mies.po slubie to da sie wytrzymac,choc na dluzsza mete chyba bym tego nie zniosla!!!!:)
Ale dla mnie najwazniejsza byla perspektywa tego,ze tesciowa zaraz sie wyprowadza:)
I tez uwazam,ze mlodzi POWINNI!!!!!!!!!!!!! mieszkac SAMI!!!!!!!!!!!
kaledonia - Wto Lip 03, 2007 8:49 pm

My z moim A. czekamy ze ślubem dopóki nie będziemy mieszkać sami i będzie nas stać na utrzymanie tego mieszkania Dla mnie mieszkanie z teściami jest nie do przyjęcia.Małżeństwo musi być niezależne całkowicie.
cosola - Wto Lip 03, 2007 11:00 pm

Dla mnie mieszkanie z teściami jest nie do przyjęcia.Małżeństwo musi być niezależne całkowicie.


Zgadzam się w 100%!!!
Nie wyobrażam sobie mieszkania z moją przyszłą teściową, już widzę to zaglądanie do garnków i nieustanne dobre rady
Nigdy w życiu!
misia-misia - Wto Lip 03, 2007 11:16 pm

już widzę to zaglądanie do garnków i nieustanne dobre rady



u nas na szczęście tego nie ma, my swoje a teściowa swoje, mamy osobne lodówki i sami sobie gotujemy. Więc o zaglądaniu do garnków nie ma mowy... ale jest sporo innych rzeczy, których niestety nie polecam bo nie trawię
dominiqsz - Sro Lip 04, 2007 4:12 pm

My właśnie między innymi z tego względu pobieramy się dopiero w 2008 roku, a nie w tym żeby w pełni sie usamodzielnić i nie byc zmuszonym zeby mieszkac z teściami!!! NIGDY W ?YCIU!!!
EwaM - Wto Wrz 04, 2007 11:47 pm

Moi rodzice przez cały okres małżeństwa mieszkali z rodzicami mamy. I jest super, ale...
1. Mama prowadziła gospodarstwo (kuchnia, sprzątanie itp) ze swoją mamą a nie teściową, co jest dużo łatwiejsze.
2. Moi rodzice od samego początku przejęli cały ciężar finansowy gospodarowania. Nie wiem jak było na początku, ale od wielu już lat dziadkowie nie płacą za nic oprócz własnych leków i czasem jakiś drobnych zakupów spożywczych.
3. Pieniędzy nigdy nie brakowało. Bywało trudniej, ale nigdy dramatycznie. Zawsze jednak mieli świadomość, że dziadkowie by pomogli.

Gdyby nie te trzy powyższe punkty, to wspólne mieszkanie w harmonii byłoby niemożliwe.
Ale sytuacja, którą opisuje Misia-misia jest dla mnie koszmarem. Co się musi dziać między dwojgiem ludzi (synowa-teściowa), żeby we wspólnym mieszkaniu w ramach rodziny osobno gotować i, o zgrozo!, mieć dwie osobne lodówki? Dramat. ?yczę szybkiej wyprowadzki.
magda26 - Czw Paź 04, 2007 2:08 pm

My mieszkamy z moimi rodzicami w domku jednorodzinnym. W przyszłym roku planujemy rozbudować go troszkę i dostawić sobie piętro z osobnym wejściem, wszelkimi przyłączami. Póki co mamy tylko jeden pokój. Ale nie możemy narzekać. M bardzo dobrze dogaduje się z moimi rodzicami, nie ma konfliktów czy spięć. Mamy wspólną kuchnię, nie ma podziału na naszą półkę czy rodziców w lodówce, zakupy robimy na zasadzie raz my raz oni, ale nie ma wytykania, że my zapłaciliśmy mniej czy więcej. Do rachunków oficjalnie się nie "dorzucamy" bo nie chcą tego rodzice, każą nam odkładać na budowę, ale my staramy się to jakoś wyrównać zakupami. Nie ukrywam, że dzięki rodzicom z pewnością odłożymy więcej. Niby mówi się, że młodzi powinni od razu być na swoim...ale skąd wziąć od razu na to pieniądze? I tak jesteśmy w dobrej sytuacji, że to tylko rok.
Jeśli chodzi o mieszkanie z moimi teściami to byłoby tak samo jak z moimi rodzicami. Nasi rodzice są bardzo podobni i tak samo podchodzą do wielu spraw.
Może gdybym miała inne relacje z nimi to byłabym za nie mieszkaniem z rodzicami/teściami, a tak jestem za.Tylko nie za długo...po pewnym czasie trzeba przenieść się na swoje śmieci
Martysia - Nie Paź 07, 2007 12:26 pm

ja zawsze mieszkałam z rodzicami i już świętej pamięci dziadkami w domku jednorodzinnym bo moi rodzice po ślubie zamieszkali z rodzicami taty. hm...no comment, to nie było dobre rozwiązanie no ale cóż, może kiedyś w przeszłości to było bardziej praktykowane, wiem, że teraz pary starają się jak najszybciej usamodzielnić. przecież u nas to wręcz czasem babcia miała większy wkład w moje wychowanie niż moja biedna mama...plus wieczne sprzeczki, przeciągania synka na swją stronę itp. itd. masakra! nauczona doświadczeniem z dzieciństwa nigdy bym się na to nie zgodziła, zresztą sami rodzice i moi i jego podtrzymują nasze zdanie ("nie chcieliby" nas i chwała Bogu!) po prostu trudno jest się usamodzielnić i podejmować własne decyzje przy teściowych na przykład. nie chciałabym żeby patrzyła mi na ręce. zresztą u nas jest inna sytuacja, nie będziemy mieli nigdy możliwości mieszkania z rodzicami, poza tym chcemy własny domek z ogródkiem poza miastem, ale jeszcze nie wiemy którym miastem...hehe:) czyli tak jak większość mych przedmówczyń mówię NIE!
efina - Sob Lis 03, 2007 8:07 pm

My mieszkamy z moimi rodzicami w jednym domku,ale my sami mieszkamy na parterze a reszta rodzinki na pierwszym i drugim pietrze,wiec nie wchodzimy sobie w droge-chyba ze na naszym podworku:)ale w gruncie rzeczy jesli chodzi o mieszkanie z rodzicami to nie mam nic przeciwko-jesli panuja dobre uklady:)trzeba sie nad tym zastanowic-my jestesmy szczesliwi jak narazie..i nie wyobrazamy sobie mieszkac gdzie indziej np w blokach..
niesia2708 - Sro Cze 25, 2008 11:47 pm

Witam,ponieważ nie znalazłam takiego tematu to postanowiłam sama go zacząć.
Mianowicie czy mieszkacie sami czy z rodzicami??Jeśli z rodzicami to jak Wam się układa??Czy bardzo się wtrącają??
Wątek ten powstał,ponieważ mamy z narzeczonym bardzo duży dylemat i może Wasze doświadczenia pozwolą nam chociaż w nieznacznym stopniu w podjęciu decyzji.
Mianowicie u mnie w domu jest jedno piętro nie wykończone.I mamy możliwość je wyremontować i tam zamieszkać.Z moimi rodzicami miałabym tylko wspólną klatkę schodową.A na górze mielibyśmy w sumie 3 pokoje z kuchnią i łazienką.Opcja druga jest taka,że możemy mieć działkę kilka domów od rodzinnego domu narzeczonego.I wtedy sami byśmy coś niedużego postawili.
I w 1 i 2 sytuacji musimy wziąć kredyt
Ciężka decyzja przed nami
A jak to u Was wygląda??
Tajgete - Czw Cze 26, 2008 8:46 am

Niesia, my również mieliśmy taki dylemat. I pewnie raczej większy, gdyż w naszym przypadku warianty były cztery:

- 4 pokoje w domu rodziców Wojtka (bez osobnej kuchni niestety - natomiast z osobną lodówką, godzina samochodem od Łodzi, gdzie pracujemy)
- Osobne piętro w domu mojej mamy, podobna sytuacja jak u Ciebie
- Budowa domu na działce na wsi
- Kredyt i kupno działki pod Łodzią, budowa domu

Chociaż ja bardzo byłam za rozwiązaniem drugim, zdecydowaliśmy się na pierwsze ze względów rodzinnych. Wydaje mi się, że powinniście zdecydować się na remont piętra. Nie wiem dokładnie gdzie planujecie nabyć działkę, ale musicie się liczyć z kosztami 150 tys. za działkę oraz około 300 tys. za dom. Czyli na starcie mielibyście kredyt za 450 tys. Na pewno remont piętra wyszedłby Was taniej. Jeśli macie mieć wspólną tylko klatkę schodową, to tak jakbyście mieszkali w bloku, z sąsiadami pod spodem. A że to akurat Twoi rodzice

Sporo jeszcze zależy od tego, jaki wyglądają stosunki pomiędzy Twoimi rodzicami a Narzeczonym. Identyczne rozwiązanie jest u kuzynki (wspólna jest naprawdę jedynie klatka, nawet liczniki są rozdzielone) i z tego co wiem, sprawdziło się w 100%
doni_iza - Czw Cze 26, 2008 8:51 am

Ponieważ zmusiła nas do tego sytuacja życiowa mój K. zamieszkał razem ze mną i z moimi rodzicami. Ogólnie rodzice są super, nie wtrącają się, często wyjeżdżają, ale niestety zawsze jest jakieś ale choćby rodzice byli najlepsi na świecie.... Osobiście uważam, że młodzi powinni mieszkać osobno i my też intensywnie działamy w tym kierunku.
W Waszym wypadku obie opcje są niezłe, ale w przypadku pierwszej postarałabym się o oddzielne wejście, jeśli da się takie zrobić, bo potem mogą pojawić się nieporozumienia z tytułu, kto brudzi na klatce bardziej, a że dużo ludzi do Was przychodzi albo tym podobne. Na Waszym miejscu jednak chyba wolałabym się pobudować, będziecie mogli robić wszędzie co chcecie i urządzać dom, otoczenie według własnego gustu nie pytając sie o zdanie rodziców.
agunia84 - Czw Cze 26, 2008 10:22 am

My po ślubie będziemy mieszkać z rodzicami K. On ma dom przystosowany do zamieszkania przez dwie rodziny, na dole rodzice u góry my. Dostajemy od jego rodziców całe dwa piętra (tj kuchnia, łazienka, jadalnia, salon i 4 pokoje) do zagospodarowania Będziemy mieć wszystko oddzielnie nawet wejście do domu i wjazd na posesje będzie oddzielnie. Od sierpnia zaczynamy szykować sobie górę tzn. moi przyśli teście wymieniają nam wszystkie okna, teściu będzie nam kładł podłogę i układał płytki oraz wykonywał wszelkie czynności związane z wykończeniem naszych czterech kątów:) Od mojej mamy dostaniemy pieniążki na wykończenie i umeblowanie domku, tak aby już od razu po ślubie moglibyśmy się wprowadzić. Już nie możemy się doczekać kiedy zaczniemy sobie urządzać nasz wspólny dom
doni_iza - Czw Cze 26, 2008 10:26 am

Tylko Wam pozazdrościć dziewczyny, my jeszcze nie wiemy gdzie będziemy mieszkać, ale na pewno czeka nas wzięcie mega dużego kredytu
agunia84 - Czw Cze 26, 2008 10:31 am

Wzięcie kredytu tez ma swoje plusy, mój brat z bratową wzieli kredyt na zakup większego mieszkania (mniejsze kupili im moja mama i troszkę dołożyli się teście) są bardzo zadowoleni, bo mają teraz piękne mieszkanie, które urządzają, a kredyt powoli spłacą
słonko - Czw Cze 26, 2008 11:04 am

Zdecydowanie uważam, że młodzi powinni mieszkać sami. ?eby nie wiem jak wspaniale dogadywali się z rodzicami powinni odciąć pępowinę (jeżeli tylko jest to możliwe). Pomijając wszelkie niesnaski, jakie mogą się pojawić na tle wspólnego mieszkania, to przecież mieszkanie z rodzicami w jednym mieszkaniu, czy domu nie daje 100% prywatności i intymności.

W Twojej sytuacji Niesiu nie zastanawiałabym się nawet chwili - skoro i tak musicie wziąć kredyt, to przeznaczyłabym go na budowę własnego domu.

My jesteśmy obecnie na tzw. dorobku w Irlandii Zamierzamy wrócić w przyszłym roku, wziąć kredyt i postawić sobie dom (mamy działkę), ale do czasu, gdy to się stanie będziemy mieszkać z moimi rodzicami. Dogadujemy się fantastycznie, ale wiem, że będzie ciężko - w jednym małym pokoju, oprócz nas w mieszkaniu 4 osoby i duuuży pies, zero intymności Ale jakoś trzeba dotrzeć do wyznaczonego celu
mala_mk - Czw Cze 26, 2008 11:18 am

Popieram słonko w 100%
Nas też czeka wzięcie kredytu, który przeznaczymy na budowę swojego domu. Mam cudownych rodziców, mój narzeczony świetnie się z nimi dogaduje i moglibyśmy wyremontować piętro i mieszkać w jednym domu. Ale nawet przy cudnych kontaktach, oddzielnych kuchniach, łazienkach itp. nie czulibyśmy do końca, że to nasz własny dom. Z rodzicami pomieszkamy jednak dopóki nie skończymy budowy, ale mamy nadzieję że potrwa to nie dłużej niż rok.
Także nawet po sąsiedzku, ale oddzielnie. A kredyt... pracy się nie boimy, więc jakoś tam się spłaci. Kto nie ryzykuje ten nie ma
niesia2708 - Czw Cze 26, 2008 11:18 am

W sumie postawienie się nie byłoby najgorszą opcją ponieważ działka w sumie już jest,ale jest wiele ale-dom stawialibyśmy na wsi,co niezbyt mi się podoba ze względu na odległość do ewentualnej pracy plus dodatkowe problemy zimą z dojazdem.Oprócz tego za blisko do teściowej ,która chociaż jest fajną kobietką to boje się,że ciągle chciałaby,żeby mój narzeczony coś zrobił,bo miałaby coś pod ręką.A tak może udałoby się ją odwieźć od prowadzenia gospodarki (chodzi o to,że jest chora,problemy z ciśnieniem a nie da sobie wytłumaczyć,żeby przestała hodować zwierzęta i żyła na spokojnie) a do pomocy i tak zostanie jej najmłodszy syn.No i kwestia czasu-domek się jednak tak szybko nie postawi a u mojego przyszłego męża nie ma warunków,żebyśmy na dłuższy czas zamieszkali w trakcie budowy...nie mówiąc już o chęci posiadania dzidziusia
Moi rodzice nie są tacy najgorsi.Da sie z nimi dogadać.Ale też nie wiem jak to będzie na dłuższy okres.A na kupno osobnej działki gdzieś z dala od wszystkich nas nie stać
Tajgete - Czw Cze 26, 2008 11:25 am

Wiesz Słonko, ja też uważam, że jeśli tylko jest to możliwe, młodzi powinni mieszkać sami, ale...

Powiem Wam przykład mojego taty. Przez całe życie, odkąd pamiętam budowali z mamą swój ukochany, wymarzony dom. Pierwsze 10 lat mojego życia mieszkaliśmy w maleńkim mieszkanku, marząc o tym jak wspaniale będzie, jak już wreszcie tam zamieszkamy. To były inne czasy, nie brało się aż takich kredytów, rodzice niewiele zarabiali. Przeprowadzliśmy się do tego domu w 1995 roku, był w stanie prawie surowym. Przez kolejne lata powolutku urządzane były pokoje, co pociągało za sobą oszczędzanie (nigdy nie wyjechali na wakacje, nawet nad polskie morze, kupno każdej rzeczy było dokładnie omawiane i dyskutowane). W 2004 roku dom był już właściwie urządzony - dwa piętra (jedno z myślą o mnie lub moim bracie), duża działka, działka na wsi będąca spadkiem po dziadku. Został właściwie jeden pokój do dokończenia. W 2004 roku u taty wykryli raka. W 2005 już nie żył. 20 lat odmawiania sobie wszystkiego, by mieć wymarzony dom... I tak naprawdę nie miał czasu się nim nacieszyć...

My mieliśmy w perspektywie wzięcie 400 tys. kredytu, który nawet przy naszych nienajgorszych zarobkach spłacalibyśmy, przy naszej niestabilnej gospodarce, około 20-30 lat. Dlatego postanowiłam, że wolę czasami zacisnąć zęby i poświęcić troszeczkę intymności, ale mieć 20 lat we względnym spokoju, nie martwiąc się o taki ogromny kredyt. Nawet jeśli miałoby się to skończyć tym, że czasami będę się czuła nie do końca u siebie. Niesia.. kredyt na remont na pewno będzie dużo mniejszy niż kredyt na budowę domu. Tym bardziej, że macie warunki o jakich ja mogę tylko pomarzyć

Poza tym, jeśli będziecie pracować do poźna, jak np. my, obecność babci pod ręką może się bardzo przydać
mischelle22 - Czw Cze 26, 2008 11:25 am

Jest już identyczny temat do którego scalam obecny.
TUTAJ
Na przyszłość proszę korzystać z wyszukiwarki.
słonko - Czw Cze 26, 2008 11:42 am

Nie chcę skrzywiać wątku, ale a`propos postu Tajgete - dziś są nowe technologie budowlane właśnie dla osób, które chcą szybko zamieszkać w nowym domu - domy prefabrykowane, które na fundamentach stają w okresie od miesiąca do trzech. Największe obawy z nimi związane to ich krótsza trwałość niż murowanych (50 lat się podaje wytrzymują bez konieczności przeprowadzania generalnego remontu) - cóż mnie to w zupełności wystarczy, zwłaszcza jako alternatywa mieszkania z rodzicami (swoje to swoje ) albo tak, jak powiedziałaś Tajgete czekania latami na własny murowany dom.
niesia2708 - Czw Cze 26, 2008 11:58 am

"słonko" wiem,ze teraz są zupełnie inne warunki budowania,nowe technologie.Ale trzeba też wziąć pod uwagę to,że nowe technologie są droższe.A wiadomo,że nam jako młodemu małżeństwu będzie zależało na jak najtańszym koszcie budowy
"*mischelle22" dziękuję,za przeniesienie wątku we właściwe miejsce.Nie "szperałam" jeszcze po całym forum i po prostu nie zauważyłam,że jest taki temat.
Tajgete - Czw Cze 26, 2008 12:13 pm

Wiesz Słonko, tu już nie chodzi o kwestię budowania, ale o kwestię spłacania kredytu. Nawet jeśli wprowadzisz się do domu po 2 latach, kredyt i tak musisz spłacać np. 30 lat. Przy kredycie 400 tys. koszt kredytu, nawet we frankach to w najlepszym przypadku około 60 tys. Więc spłacasz 460 tyś. Spłacając po 1,2 tys. miesięcznie, dom byłby Twój już po 30 latach. A dla większości ludzi zobowiązanie 1,2 tys. miesięcznie może zablokować np. wspólne wakacje. To jest główny powód, dla którego wolałabym raczej mieszkać na osobnym piętrze. Tym bardziej, że mówiąc dośc brutalnie... za 30 lat prawdopodobne jest, że będziesz już jedynym właścicielem domu w którym mieszkasz. Równie prawdopodobne jest, że np. za 10 lat w przypadku rodziców troszkę starszych (np. jak w naszym przypadku zbliżających się już teraz do 60-tki) i tak będziesz musiała się tymi rodzicami zaopiekować, czyli np. zaproponować im wpólne mieszkanie, co wyjdzie właściwie na jedno. Tyle, że to oni będą mieszkać u Was.

To jest trudny temat, bardzo dla nas aktualny, który załatwił mi już kilka bezsennych nocy. Ale przy jego rozważaniu trzeba brać pod uwagę to, co będzie za 10, 20, 30 lat i zrobić dokładny bilans zysków i strat.

Strona 1 z 21, 2



Powiązane tematy

co zorganizować po ślubie kościelnym zamiast wesela???
Pralnia, wypranie sukni po ślubie
Przed a po slubie fakty i mity
Ważne - Pary Młode po ślubie !!!
Forum po Waszym ślubie
Ufarbowanie sukni po ślubie
Co ze strojem ślubnym (po ślubie)?
Pierwszy dzien po ślubie
Już prawie miesiąc po ślubie
Przemowa na ślubie POMOCY!!!
  • ile za projekt wnetrza krakow
  • 2222wyniki losowania lotek2222
  • peknieta miednica u kota
  • rekomendacja s kochalska dziennik
  • urzad;miasta;czestochwy
  • Spis wątków z for internetowych / Index